Najczęściej komentowane
1. Mrówa-punkówa
2. Kabotyn Rotten, Sex Pistols dziady
3. Dziewczyna z okładki...
4. Zadyma w piłce
5. Chaos i świńska skóra
6. Xenna na ekranie
7. Jarocin 2008
8. Sylwia
9. Xenna - alternatywne zakończenie
10. Disorder i ja :)
Wydawnictwo Jirafa Roja
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
No Future Book Śmierć Książki
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Xenna - alternatywne zakończenie Poniedziałek, 19 Lutego, 2007
Farbenka
  Oto propozycja alternatywnego zakończenia "Xenny" napisana przez Farbenkę. Bardziej optymistyczna niż w oryginale :)
Sukinsyn, na pewno nie otwiera nawet tych cholernych listów. Mogłam się spodziewać że tak będzie, znam go tyle lat – nic się nie zmienił, to wszystko przeze mnie, niepotrzebnie go zapraszałam, znowu odzyskałam nadzieje i znowu wszystko szlag trafił…. Jak ja go strasznie kocham i jednocześnie nienawidzę - tęsknie...

Dobrze, że mam Marysię – ona musi mieć więcej szczęścia niż ja… - siedziałam na plaży, z butelkę tequili, która mi po nim została i z milionem myśli kłębiących się w mojej głowie, było już bardzo późno i ciemno, nawet nie przeszkadzały mi kraby i jaszczurki – niech sobie chodzą, ja mam ważniejsze rzeczy na głowie.

Pociągam kolejny łyk, biję się z myślami… Nie wiem, do której tak siedziałam na tej plaży, ale rano Marysia mi zakomunikowała, że w życiu nie widziała mnie tak pijaną i że z trudem zaciągnęła mnie do sypialni – kochane dziecko, co ja bym bez niej zrobiła…

W nocy miałam sen – śniło mi się, że jestem z nim, że idziemy parkiem i trzymamy się za ręce, wokoło pełno ludzi patrzy z zazdrością na naszą miłość, na nasze szczęście. Podbiega do nas Marysia – on ją obejmuje, ojcowskim uściskiem i całuje w czoło, teraz idziemy w trójkę, jak prawdziwa wspaniała, kochająca się rodzina – jak moja wymarzona rodzina – mężczyzna mojego życia i wspaniała córka – taka mądra i taka piękna. Wtedy czułam, że nic nie może zburzyć tego obrazka… - obudziłam się z wielkim bólem głowy, uderzyła we mnie świadomość, że to tylko sen, piękny… ale sen.

Głupi sukinsyn… skrzywiłam się i znów naszły mnie ponure myśli, te same które wczorajszej nocy kazały mi sięgnąć po butelkę i upić się wśród cholernych krabów na cholernej plaży w cholernym Playa Escondido.

Marysia jest taka opiekuńcza, dobrze ja wychowałam. Podała mi kawę i usiadła koło mnie na łóżku.

-Mamo ja wiem, że jest Ci trudno, nie potrafię ci pomóc.
-Sama twoja obecność jest dla mnie największą radością kochana…
-Chciałabym żebyś była szcześliwa.
-Ależ jestem…
-Chciałabym żebyś była naprawdę szczęśliwa mamusiu, żebyś miała to na co zasługujesz, wiem że bijesz się z myślami, wiem że stoisz przed trudnym wyborem, ale ja będę zawsze przy tobie i pamiętaj, że cokolwiek postanowisz ja pójdę z tobą…
-Dziękuję ci córeczko…

I przytuliła mnie mocno, i szepnęła do ucha „Kocham cię”….
Moja Marysia –mój skarb.

-Spieszmy się, samolot nie będzie czekał..
-Nie wiem czy dobrze robimy …
-Dobrze – Marysia pocałowała mnie w policzek, było w niej tyle energii i zapału, ona wierzyła, że to się uda… ja szczerze mówiąc wątpiłam, chciałam zobaczyć Polskę, chciałam tam wrócić. Przytulić mamę, brata, zjeść z nimi kiełbasę – prawdziwą polską kiełbaskę z grilla. Zobaczyć czy Warszawa się bardzo zmieniła, zobaczyć śnieg... jak ja dawno nie czułam zimnych płatków śniegu na mojej twarzy – bzdura…. Chciałam spotkać się z Nim, być z nim…

Byłam bardzo zdenerwowana…. Gdyby nie Marysia, chyba wróciłabym do domu… Ale ja już nie mam tu domu…. Sprzedałam przecież mój domek na plaży – wprowadził się tam kolejny stary rybak. Sprzedałam wszystko co mnie tutaj w Meksyku trzymało, kupiłam dwa bilety na lot do Amsterdamu. Postawiłam wszystko na jedną kartę – moje życie znowu miało się diametralnie zmienić. Zostawiam Meksyk na zawsze – astalavista!

W Amsterdamie przesiadka na samolot do Warszawy.

-Jak ty dojrzałeś! Mój mały braciszek jest teraz dojrzałym mężczyzną. Jestem z ciebie dumna Antosiu! - rzuciliśmy się sobie w objęcia.
-Wspaniale ciebie znowu widzieć, już nam się nie wywiniesz, tutaj jest twoje miejsce, twój dom...
-Dziękuję...
-Nie dziękuj, chodźcie, mama nie może się już doczekać, upiekła szarlotkę jak za dawnych lat.

Dla Marysi wszystko było takie inne, ciekawe, egzotyczne. Na początku nie mogła się przyzwyczaić do niskiej temperatury, od razu dostała kataru, ja zresztą też.
Wspaniałe było spotkanie z mamą – był już dla nas przygotowany pokój, jej otwarte matczyne ramiona, jej słowa: „Teraz tu jest wasz dom, już nas nie opuszczajcie”.

Łzy napłynęły wszystkim do oczu.

Nie zadzwoniłam, postanowiłam zrobić mu „niespodziankę”. Wiedziałam że nie zmienił mieszkania, od trzydziestu lat żyje w tym samym wielkim apartamencie na 11 piętrze. Serce biło mi jak oszalałe.. do ostatniej chwili nie wiedziałam czy zapukać. A jak już to zrobiłam to modliłam się, żeby jednak nie otworzył, żeby okazało się ze nie ma go w domu…
Otworzył…..
Był w szoku. Ja zresztą też…
Znowu mam go przed oczami, nic się nie zmienił, nic… ja zafarbowałam włosy i chyba jeszcze trochę schudłam, chciałam być piękniejsza, dla niego…
Reakcja była taka sama, jak przy naszym pierwszym spotkaniu w Meksyku, oziębły, zdystansowany – on nigdy nie potrafił okazywać uczuć w momentach, kiedy to najbardziej było potrzebne…

-Miło Cię widzieć Xenno, zrobiłaś mi wielką niespodziankę, zapraszam-wejdź.
-Witaj – pocałowałam go w policzek, a co… nie będę się tak zastanawiać jak w Meksyku, nad każdym gestem, nad każdym słowem.

Jego mieszkanie też nic się nie zmieniło, no może było jeszcze więcej książek i więcej płyt… ale to samo wielkie biurko i o dziwo to samo łóżko, na którym spędziliśmy tyle cudownych, namiętnych chwil. Zaproponował tequile – cały on… miał limonki i pełny barek innych alkoholi.

Potem już wszystko potoczyło się szybko – jedna butelka, druga.. zachowawcza rozmowa o dzieciach, o Meksyku, o pracy…

-Wiesz, sprzedałam dom, zostaje w Polsce… - nie robiłam mu wyrzutów z powodu złamanej kiedyś obietnicy, z powodu moich listów bez odpowiedzi.
-Xenno, nie wiesz jak się cieszę… - chwycił mnie za rękę, patrzył w oczy – cały czas o tym myślałem, chciałem wysłać te bilety, ale wiesz jaki jestem, jestem idiotą.
-Nie będę zaprzeczać kochany… - uśmiechnął się a ja odwzajemniłam uśmiech.
-Nie wiem czy potrafię, ale doszedłem do wniosku, że najwyższy czas spróbować, że już za wiele razy pozwalałem ci odejść, marnowałem kolejne dane mi przez ciebie szanse, raniłem ciebie i siebie…

…Nic nie odpowiedziałam, tylko mocniej chwyciłam jego rękę – drżał… mój mężczyzna – mocny i bezwzględny, on się boi… chce TO powiedzieć, czuję… ale boi się. Nie – ja mu nie pomogę, nie tym razem – chce, ale nie mogę... czekam...

-Xenno, przyjechałaś w najwłaściwszym momencie, zawsze potrafiłaś wyczuć chwilę, moja Xenno - kocham cię…
-Ja też cię kocham, zawsze kochałam…
- Xenno bądźmy razem… – przytuliłam go mocno, na te słowa czekałam ponad dwadzieścia lat, dla tych dwóch słów gotowa byłam zrobić wszystko… Siedzieliśmy przytuleni, płakaliśmy oboje, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie… a z głośników cicho brzmiała piosenka „Źli chłopcy dostają to, co najlepsze..."
Źródło http://farbenka22.blog.onet.pl
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Poniedziałek, 21 Lipca, 2008 FARBENKA
ble ble
Odpowiedz
może tu sie uda dodać komentarz :x bo na stronie Xenny się nie udało..... chciałam powiedzieć że pozdrawiam i życzę szczęscia wszystkim ludziom hehehehe. p.s. moja Xenna jest już matką... ma syna :))) Pozdrawiam
Środa, 6 Sierpnia, 2008 Disorder
ble ble
Odpowiedz
oj, szybko się postarała, niegrzeczna :) podeślij fotkę
Wtorek, 25 Grudnia, 2007 immortal-hope
(;
Odpowiedz
Bardzo fajny pomysł, nie było nudne... można powiedzieć że piękne, ale moim zdaniem nie pasuje to do tej opowieści. To trochę dziwne, że tak nagle coś Go kopnęło i postanowił się zmienić. I za szybko to wszystko się stało. Za szybko zaczęło się układać, tak nagle. ;]
Czwartek, 13 Grudnia, 2007 Baron
Ładne...
Odpowiedz
Zakończenie bardzo ładne... Miło przeczytać i się troszkę wzruszyć... Styl książki faktycznie ładnie oddany, aczkolwiek niestety zbyt pozytywnie jak na Xennę... Co, jak co, ale wydaje mi się, że ona była skazana na nieszczęście... Poza tym nie wierzę w taką przemianę naszego bohatera po tym wszystkim co już było...
Środa, 21 Lutego, 2007 Doti
a mi sie podoba
Odpowiedz
a mi się podoba pomysł takiego pogodnego zakończenia bo to napisane przez Autora jest przygnębiająco smutne. Sama bym napisała, ale chyba nie będę umiała...
Środa, 21 Lutego, 2007 alfa
koniec
Odpowiedz
ludzie co wy z tymi happy end-ami... Nie wszystko w życiu dobrze się kończy. Czasem szczęściem jest te parę chwil, które zostają niczym osad w butelce, pamięć dobrych momentów, udanego seksu z tym kimś i tyle, a życie toczy się dalej. Można kogoś kochać i nie chcieć spędzić z nim reszty życia. Ja ostatecznie odeszłam od faceta, który był miłością mojego życia, ale jednocześnie po latach to mnie zaczęło cholernie niszczyć. Nie byłam szczęśliwa, przestałam się uśmiechać, wykańczało mnie to. Wróciłam do siebie samej, do mojego dawnego życia, do koncertów, muzyki, mam znajomych, realizuję się. Na swój sposób jestem szczęśliwa, idę i uśmiecham się, promieniuje ze mnie szczęście, choć jestem sama. Nie szukam zapomnienia przy boku innych mężczyzn, już to przećwiczyłam, kiedyś, gdy mieliśmy roczną przerwę w chodzeniu..byłam z paroma facetami..i każdy z nich wiedział, że kocham jego, że wrócę do niego, jeśli tylko on wróci do kraju, że polecę na każde skinięcie jego palca. Robiłam to co bohater Xenny, szukałam w każdym facecie jego, mojej miłości do niego, czegoś co ją przebije, da zapomnienie. nie mam nic prócz ciała, a to za mało by z kimś być. Wróciłam właśnie z \"Pachnidła\" - świetny filmek, bez happy endu. Książka która zrobiła na mnie największe wrażenie w tamtym roku i w zasadzie od lat to \"Pod skórą\" M. Fabera, też bez happy endu...Brak happy endu to jeszcze nie koniec świata, trzeba nauczyć się cieszyć tym co się wspólnie przeżyło, doznało, co się miało, trzymać to na otwartej dłoni i iść dalej, żyć, nie zamykać się w wydumanym cierpieniu. Niektórzy nadmuchują wokół siebie ochronny balon. sparzyli się i nie chcą już więcej cierpieć. Czasem się z kimś prześpią, ale nie dopuszczają ludzi do swojego emocjonalnego wnętrza. można zamknąć drzwi przed wszystkim, można i przed miłością. nie ma ludzi idealnych, wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej porąbani. Bycie z kimś jest wielką niewiadomą. nikt nam nie da gwarancji, sami ich też nie damy. skaczemy z trampoliny do basenu zwanego życiem, albo spoglądamy zza pancernej szyby naszego schronu. Tak czy siak przemijamy.
Wtorek, 20 Lutego, 2007 wyhu!ana
hmmmm...
Odpowiedz
...jakby nie patrzec wierna kopia stylu ksiazki (co, ja bardzo przepraszam, ale o książce dobrze nie świadczy... ale jednoczesnie uznania dla farbenki:) tyle, ze jakby ksiazka tak sie konczyla to bylby jakis badziew i telenowela...a poza tym ta ksiazka nie moze sie konczyc dobrze, bo bohater od poczatku jest zarysowany jako postac skazana na porazke..a to wymaga konsekwencji...no a poza tym dwa chyba trudno jest napisac ksiazke z hepiendem nie popadajac w totalny banal...jednym slowem nie podoba mi sie to zakonczenie, ale to akurat, dla odmiany, dobrze swiadczy o ksiazce ze na tyle rusza duszę ze sie komus chce zakonczenia inne pisac:))
Środa, 21 Lutego, 2007 Siwa(M.)
hmmmm...
Odpowiedz
W pełni się zgadzam z tą wypowiedzią.. Ale ja chyba już nic nie będe pisać, bo w koncu autorka tego zakończenia się na mnie obrazi.
Środa, 21 Lutego, 2007 farbenka
hmmmm...
Odpowiedz
hehe - zgadzam się :) to zakończenie jest banalne ;) i takie miało być :D a książka poruszyła mnie wielce :P dla jajów w sumie sobie wkleiłam ten tekscik na blogu a tu takie "kontrowersje" wzbudza... hehehe - ja od początku mówiłam że na żadną pisarke sie nie nadaje a jedyne co mogłabym pisać to poscielowe, banalne właśnie romansidła :) pozdro
Wtorek, 20 Lutego, 2007 Siwa(M.)
tak..
Odpowiedz
Tak, jak myslałam. Ale nie będe komentować źle faktycznie nie wypada. w Każdym razie czemu wspominasz o Playa Escondido, skoro Xenna została u Marysi w innej miejscowości? ha błąd ot prosze:D Chyba, że zaraz dostanę zaraz burę, a okaże się, że po prostu sie przeniosły i o tym nie wspomniano. Ale wątpię, żeby tak było.
Wtorek, 20 Lutego, 2007 farbenka
Do mojego krytyka
Odpowiedz
tak samo jak w książce nie ma jakiejś ciagłości czasu i chronologia jest zaburzona, tak tutaj rzecz nie dzieje się w 2 godziny po odjezdzie goscia... Xenna powiedziała że pobędzie z Marysią a potem wróci do domu autobusem... rzecz jest jak już do domu wróciła i akurat córka wróciła z nią - są razem w Playa Escondido... to nie jest jakaś cała powiesć ale kawałek - jakbym chciała tłumaczyć wszystko to bym napisała kolejną ksiazke na 300 stron... wyrwany kawałek opowieści koleżanko... tyle
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Analiza oglšdalności witryny © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2