– Rok temu wydał Pan powieść „Xenna – moja miłość”, która stała się sukcesem wydawniczym i zebrała pochlebne oceny ze strony recenzentów literackich. Obecnie ukazała się na półkach księgarskich kontynuacja „Xenny” – „Melanże z Żyletką”: proszę powiedzieć, oczywiście tylko szczerze, czy liczy Pan na podobny sukces? – „Melanże” są książką trudniejszą i bardziej gwałtowną, nie ma w niej tych sentymentalnych elementów, które tak podobały się czytelniczkom „Xenny”. Nowa powieść to opis neurotycznego uzależnienia dwojga kochanków, którzy nie potrafią sobie zaufać, i w rezultacie gubią się, uciekając przed sobą – w zdrady, kłamstwa, alkohol. Myślę, że „Melanże” są powieścią dojrzalszą, ale nie liczę tu na sukces porównywalny do „Xenny”. – Obie powieści mają charakter – że tak się wyrażę – alkoholowo-punkowy, ale „Melanże z Żyletką” prześcigają „Xennę” drapieżnymi i obrazoburczymi, a w finale jednoznacznie okrutnymi, a nawet odrażającymi scenami. Czy to czasy są okrutne, czy ludzie, a może to kultura masowa coraz bardziej drapieżnieje propagując gwałt i przemoc, a w efekcie stępienie wrażliwości? – Proszę zwrócić uwagę, że „Melanże” są powieścią jakby oderwaną od czasoprzestrzeni. Nie ma tu topografii ulic, nie ma odniesień czasowych. Jest to oczywiście powieść współczesna, ale ta historia mogłaby wydarzyć się gdziekolwiek i kiedykolwiek, bo przecież to opowieść o ludzkich słabościach. Okrutne zakończenie, a i wcześniej sceny przemocy, to tylko obraz bezradności głównego bohatera. A przecież ta przemoc, a wraz z nią bezradność, to chleb powszedni wielu rodzin, od wielu pokoleń, i nie tylko w Polsce. – W jakim stopniu Pańskie powieści są prowokacją artystyczno-obyczajową, a w jakim oddaniem realiów życia opisywanych środowisk? A może nie przyznaje się Pan do prowokacji? – Nie przyznam się, bo nie taki był mój zamysł, przynajmniej nie w „Melanżach”, bo w „Xennie” rzeczywiście mamy pastisz na luksusowe życie utalentowanego nieroba, który szpanuje złotą kartą kredytową. „Melanże”, wbrew tej oszczędnej stylistyce narracji, są książką wyłącznie o uczuciach. Tam nie ma tła obyczajowego, bohaterowie nie mają rodzin, nie wstają rano do pracy, nie czytają gazet, nie głosują w wyborach, nie chodzą do kościoła. Są wyalienowani w sposób doprowadzony do absurdu, ale też taki był mój cel – pokazać ludzi poza społeczeństwem. – Czy poczytność „Xenny”, a być może i „Melanży z Żyletką” nie wypływa z faktu zręcznego wpasowania się w pewną niszę literacko-wydawniczą, słabo dotychczas reprezentowany nurt artystyczny, właśnie „alkoholowo-punkowy”? – Być może tak, choć oczywiście wątki alkoholowe obecne są w literaturze od jej zarania, mało jest jednak powieści osadzonych w punkrockowych dekoracjach. Specjalnie używam słowa „dekoracje”, bo przecież to nie są książki o punkach. Wykorzystałem klimat niektórych piosenek, głównie po to by podkreślić znaczenie buntu w wyborach życiowych moich bohaterów, a punk to przede wszystkim bunt, a także manifestowanie swego „ja” przez wściekłość i wrzask. W tej postawie jest pewna psychiczna bezradność, która jest także bezradnością moich bohaterów. A poza wszystkim, prywatnie ta estetyka jest mi bliska, wychowałem się w kulturze punk. – Opisywane środowiska i światy znał Pan sprzed lat, a nawet obecnie obraca się Pan w nich chodząc na koncerty punkowe i wydając punkową literaturę. Bo z jednej strony jest Pan znanym dziennikarzem, analitykiem rynku książki oraz prezesem wydawnictwa, a z drugiej – ciągle luzakiem paradującym z kolczykiem i osobliwą fryzurą, spożywającym alkohol, a być może i nie tylko, i palącym papierosy. Żyje Pan w dwóch światach: czy nie jest to jakiś rodzaj schizofrenicznego rozdarcia, hodowaniem w sobie młokosa, a może nawet i wiecznego dziecka i buntownika z jednej strony, a z drugiej zręczne funkcjonowanie w roli biznesmena i kapitalisty? Celowo używam tego ostatniego słowa, bo przecież przed laty trzymał Pan u siebie w domu popiersie Marksa i na przekór zmianom ustrojowym rozczytywał się w pismach Marksa, Engelsa i Lenina? To także była forma buntu? – (śmiech) Popiersie Marksa pewnie gdzieś się kurzy na szafie. Tak, na pewno była to forma buntu, tak samo jak wymalowane A w kółku, symbol anarchistów, wciąż mi bardzo bliski. Pewnie jest w tej postawie nostalgia za wolnością, zwłaszcza w zderzeniu z „uświadomioną koniecznością”. – Podejrzewam, że losy narratora „Xenny” i „Melanży z Żyletką” będą miały ciąg dalszy. Myśli Pan o trylogii? A może trzecia powieść już powstała? Tak, to będzie „Brudna trylogia”, a trzecia część pt. „Disorder i ja” jest już ukończona, opublikuję ją w styczniu przyszłego roku. Tym razem cofam się w czasie, bohater ma dwadzieścia lat, tu topografia i czas odgrywają ważną rolę, mamy Warszawę początku lat 90., znikające budki z piwem, pojawiające się euro-shopy, but-hale i sklepy z używaną odzieżą, galopującą inflację, rodzący się kapitalizm, pierwsze wybory prezydenckie, trudności ze znalezieniem pracy… Ale na tym chcę, przynajmniej na jakiś czas, zerwać z wątkami dekadenckimi, pracuję teraz nad zupełnie inną powieścią, złożoną ze snów i dialogów, z porwanych obrazków, bardzo ciepłą jak sądzę. Roboczy tytuł to „We śnie”, mam nadzieję ukończyć ją do połowy przyszłego roku. – Dziękuję za rozmowę.
|