"Gazeta Studencka" zamieściła recenzję Łukasza Chmielewskiego z "Melanży z Żyletką". Poniżej pełny tekst.
"Melanże z Żyletką" to napisana sprawnie, przystępnym językiem pijacka opowieść. Fabuła tej dosadnie groteskowej polskiej wersji prozy Charlesa Bukowskiego, z odrobiną Marka Hłaski w tle, nie jest skomplikowana: ogranicza się prawie wyłącznie do opisów pijaństwa, seksu i czasem ćpania. Spod opisów libacji przebija miejscami próba pokazania miłości i przyjaźni. Za każdym razem relacje między bohaterami są trudne, brudne, pełne lęku i wycofania, a w konsekwencji udawane i pozorne. Bohaterów łączy tylko wódka, czasem seks i narkotyki. Same postacie są jednak papierowe. Wiemy o nich głównie tyle, że piją i ile piją. Więcej też wiedzieć o nich nie potrzeba, bo to wódka określa i stanowi ich istotę. Obok relacji z libacji powieść zdominowana jest przez naturalistyczne, dosadne i obleśne opisy kopulacji, co powoduje, że proza Gołębiewskiego śmiało może zostać uznana za pornografię. Nadmierne nagromadzenie scen pijaństwa i seksu powoduje jednak, że całość chwilami przypomina projekcje chorej wyobraźni zakompleksionego onanisty. "Melanże z Żyletką" można oczywiście traktować jako studium degeneracji i upodlenia człowieka. Lecz jeśli tak jest, to za mało miejsca autor poświęcił refleksji nad indywidualnym aspektem alkoholizmu i kontekstowi społecznemu tego zjawiska, a zbyt dużo wulgarnym opisom melanży. Z tego powodu powieść staje się dość monotonną wyliczanką. Choć wydaje się to celowym zabiegiem, bo bohaterowie piją dla samego picia, to taki zamysł fabularny nic nowego nie wnosi. Groteskowe, rodem z horroru zakończenie nie daje się uzasadnić ani koszmarem, ani delirium tremens. Dość ciekawym zabiegiem jest za to wplecenie fragmentów piosenek, głównie punkowych, które komentują akcję lub stają się dla niej inspiracją.
Ma racje,80% studentów to debile z wyobraźnią ponarkotykowa ,z dziurami poalkoholickimi i do tego dochodzi żądza pieniądza nie zależnie od którychkolwiek czynników zewnętrznych,gromadzą sobie dobrym wyszkoleniem i chciwością.Przez to że nie umieją sobie rady dawać w życiu,muszą być pasożytami.Później debil rządzi krajem.W jeden dzień na dropsach,to będzie wesoło,nikomu nie damy kary finansowej,a w drugi dzień na biało,to będziemy ludzi przekręcać.Ale zawsze zostaje te 20% a 5% z nich jest naprawę szczerych,zdolnych i inteligentnych ludzi którzy mogli by coś zrobić z tym krajem i bez białego gówna.Nie na tym powinna się gospodarka opierać...
A co to, dzieło socjologiczne, że autor ma społeczne aspekty ukazywać? Chyba ten pan recenzent sam musi być zakompleksionym onanistą... tyle, że bez wyobraźni.