| Recenzja powieści "Disorder i ja" |
Piątek,
6 Lutego, 2009 |
|
|
| |
W "Magazynie Literackim KSIĄŻKI" ukazała się recenzja Ewy Tenderendy z powieści "Disorder i ja". Autorka pisze m,.in.: "Naiwny happy end u tego autora nie wchodzi w grę. Jest za to samotność, alienacja, desperacja. Bohater pełen jest wewnętrznych sprzeczności i niezmiernie trudno prognozować, czy wyjdzie mu coś dobrego. Książka mocna, męska, budzi emocje, frustruje, a opisana codzienność przeraża". Całość poniżej. |
|
|
Jest taka piosenka Joy Division zatytułowana „Heart and soul” (Serce i dusza), w której padają słowa: „Egzystencja, dobrze, jakie ma znaczenie? Ja egzystuję najlepiej, jak potrafię, przeszłość jest teraz częścią mojej przyszłości, teraźniejszość zupełnie wymyka się z rąk” (tłum. Krzysztof Obłucki, fragment pochodzi z książki „Joy Division i Ian Curtis”). Życie bezimiennego bohatera nowej książki autora „Xenny” i „Melanży z Żyletką” mniej więcej tak wygląda. Z pewnością nie chcielibyście się ani na niego, ani na jego kumpla Disordera natknąć. Bo kto szuka towarzystwa nieudacznika żyjącego w nihilistycznej pustce, pijaka i abnegata, który nawet piwa nie postawi, chyba że wcześniej parę złotych wyżebrze pod hipermarketem, albo wyciągnie z portfela niedoszłej, nieco podstarzałej kochanki? Opowieść zaczyna się od dowcipnych opowiastek z czasów szkolnych, wspomnień młodzieńczych wybryków, kiedy się imprezowało, ostro łoiło alpagi i generalnie robiło wszystko na „p”. Ale im dalej się zagłębiamy, tym bardziej mamy poczucie, że to spowiedź przegranego człowieka. Czasy się zmieniają, w mieszkaniach leci muzyka z grundiga, królują meblościanki, w łazienkach pachnie od „Lanzy” i „Polleny 2000”, portfele wielu puchną i to wcale nie od monet. A Disorder i on, jak pili, tak piją dalej i wpadają w otchłań nałogu alkoholowego. Praca, rodzina – to nie dla nich. Do śmiechu jakby coraz mniej, ginie gdzieś obraz wesołego żula na rzecz hamletyzującego alkoholika. Pojawia się nadzieja, gdy w życiu bohatera zjawia się Milena. „Los się musi odmienić” – śpiewał Kazik, tylko czemu nie w tym przypadku? „Za późno, już zatrzasnąłem za sobą wszelkie drzwi” – odpowiada bohater. Naiwny happy end u tego autora nie wchodzi w grę. Jest za to samotność, alienacja, desperacja. Bohater pełen jest wewnętrznych sprzeczności i niezmiernie trudno prognozować, czy wyjdzie mu coś dobrego. Książka mocna, męska, budzi emocje, frustruje, a opisana codzienność przeraża. Autor rzuca światło na ludzkie ułomności. Powieść z jednej strony jest jak tanie wino – mocna, rozwesela, kopie „w morde jak trza” i częstokroć budzi niesmak, z drugiej zaś jest jak wypicie dobrego, gatunkowego alkoholu – czujemy, że warto było.
|
|
|
Źródło "Magazyn Literacki KSIĄŻKI" nr 2/2009
|
|
| |
|