Autor obscenicznej powieści „Xenna – moja miłość” powrócił na półki księgarń. Jego nowa książka jednak niewiele zaskakuje. Seks w oparach wódki i papierosowego dymu, trójkąty miłosne a w tle punk rock. To wszystko było już w „Xennie”. Treść łudząco przypomina poprzednią powieść, ale bohaterowie „Melanży...” jeszcze bardziej pozbawieni są przyszłości. Żyją w sztucznych rajach, stworzony przez siebie świat iluzji prowadzi ich do zagłady. Młodych bohaterów, bowiem dosięga alko-narkotykowy mrok. Najbardziej pogrąża się w nim tytułowa bohaterka – nastolatka o przezwisku Żyletka. Dziewczyna wiąże się ze starszym mężczyzną. Jest nim znany z „Xenny” pisarz - erotoman i alkoholik po 30-tce, zarazem narrator utworu. Żyletka czyta jego powieść, która okazuje się dla niej „książką zbójecką”. Fikcje wciela do rzeczywistości, odrzuca prawdę, która jest okrutna. Jedyną jej drogą stają się kłamstwo i degeneracja. „Każde wspomnienie zaczyna się na wódce a kończy na kacu” – te słowa Marka Hłaski najlepiej określają egzystencję Żyletki. Bohaterowie szukają miłości – jedynego światła w mroku. Doprowadzi to niestety do makabrycznego zakończenia. Tylko ono przynosi jakiś element zaskoczenia (miłośnicy horroru powinni być zadowoleni). Książka może spodobać się gustującym w stylu Charlesa Bukowskiego. Właśnie jego pisarstwu coraz bliższy jest autor „Melanży...”. Sceny pornograficzne, wulgarny język, cynizm mogą niektórych odstraszać. Mimo to książka jest bardzo wciągająca. |