W znakomitej, wydanej po polsku w 2004 roku książce „Globalizacja”, Joseph E. Stiglitz przedstawił krytykę działań dwóch najważniejszych międzynarodowych organizacji finansowych – Banku Światowego (którego sam był w latach 1997-2000 wiceprezesem) i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Przedstawił obłudę najbogatszych państw świata, a w szczególności Stanów Zjednoczonych, wobec krajów rozwijających się i społeczeństw najbardziej potrzebujących pomocy. Nowa książka Stiglitza - „Wizja sprawiedliwej globalizacji” - po części jest kontynuacją „Globalizacji”, choć tu autor zebrał przede wszystkim kilkanaście propozycji, które mają usprawnić procesy globalizacji. Te propozycje dotyczą zarówno demokratyzacji instytucji o charakterze globalnym, jak i bardzo szczegółowych rozwiązań, np. dotyczących prawa własności intelektualnej i dostępu do leków ratujących życie czy systemu międzynarodowych rezerw walutowych i pożyczek finansowych. Amerykański ekonomista (laureat nagrody Nobla z 2001 roku) kapitalnie punktuje wszelkie niegodziwości – od ceł i subsydiów w krajach przodujących gospodarczo po międzynarodowy handel bronią czy ograniczenia w korzystaniu z osiągnięć nauki, w tym w dziedzinach tak ważnych jak medycyna i farmakologia. „Uważam, że globalizacja kryje w sobie potencjał niezmiernych korzyści” – pisze Stiglitz. „Ale kształt nadaje jej polityka. Reguły gry zostały w dużej mierze ustalone przez kraje wysoko uprzemysłowione – a szczególnie przez najsilniejsze grupy interesów w tych krajach – nie ma więc nic dziwnego w tym, że ukształtowały globalizację tak, by im służyła. Nie starały się o ustanowienie jakiegoś zbioru uczciwych reguł, nie mówiąc już o regułach sprzyjających poprawie sytuacji ludzi w najuboższych krajach świata”. Stiglitz nie jest przeciwnikiem globalizacji, przeciwnie. Chce tylko uczynić ją bardziej sprawiedliwą. I podczas lektury nie opuszczało mnie przeświadczenie, że gdyby politycy choć trochę wzięli sobie do serca zawarte w książce postulaty, to świat byłby znacznie lepszy. Cóż, kiedy polityką rządzą egoistyczne interesy elit, a nie sprawiedliwość i dobro ogółu. Książka znakomita, szkoda tylko, że w polskim wydaniu jest masa literówek (pomijam już błędy interpunkcyjne). Takiemu wydawcy jak PWN taka liczba błędów nie powinna się przytrafiać.
A tu link do recenzji z książki Stiglitza i Lindy Bilmes "Wojna za trzy biliony dolarów"