Najczęściej komentowane
1. Mrówa-punkówa
2. Xenna na ekranie
3. Kabotyn Rotten, Sex Pistols dziady
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Dziewczyna z okładki...
6. Zadyma w piłce
7. Sylwia
8. Chaos i świńska skóra
9. Jarocin 2008
10. Jarocińskie skandale
Wydawnictwo Jirafa Roja
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
No Future Book Śmierć Książki
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Słów kilka o bibliografii Poniedziałek, 8 Października, 2007
Disorder
  Pytacie mnie o moje wcześniejsze publikacje... No fakt, "Xenna" tak na prawdę debiutem nie jest, tyle, że o wcześniejszych książkach nie warto wspominać, bo są po prostu kiepskie. Na dodatek zwykle wydawane były pod pseudonimami, tym większe jest moje zdziwienie jak czasem na spotkaniach autorskich ktoś przynosi jedno z takich starych wydań, podpisane "Sider" czy "Isztar".
Łącznie opublikowałem chyba ponad 20 książek, ale zdecydowana większość dotyczyła spraw, którymi się zawodowo zajmuję, czyli rynku wydawniczego. Poniżej kilka słów o wcześniejszych publikacjach, nazwijmy to "literackich", choć tak po prawdzie była to grafomania, czy też radosna twórczość młodzieńcza. Pomijam tu antologie, w których drukowano przed laty moje wiersze.

"Non Omnis Moriar" (1990), wydane nakładem autora w 100 egz. na wieczór autorski, organizowany przez Klub Studencki "Stodoła". Przez kilka lat współredagowałem pismo studenckie "Enigma", którego redakcja mieściła się w "Stodole". Animatorem "Enigmy" był poeta Juliusz Erazm Bolek, barwna postać. Wydany arkusz z cytatem z Horacego na okładce miał 16 stron i znalazło się w nim trochę wierszy, z których do dziś lubię jeden - "Tonąca książka". Dodam tylko, że samo spotkanie autorskie okazało się wielkim sukcesem - moja babcia zaprosiła chyba wszystkich swoich znajomych i sala pękała w szwach :)

 

 

"Naprzód" (1990), wydawnictwo Firma Spadam z Nieba. Nie pamiętam już nakładu tej niewielkiej książeczki, pewnie było to jakieś 300 egz. Tytuł "Naprzód - Symbole, kolory i rytmy", czerwona okładka, koło zębate - całość w duchu futurystycznym, gdyż był to okres, w którym fascynowała mnie twórczość Bruno Jasieńskiego. W środku dwa wiersze, pięć opowiadań i trochę rysunków (nie moich, ja rysować nie potrafię). Znalazła się tu pierwsza wersja "Franza Józefa" - tekstu, do którego potem wielokrotnie wracałem i wydałem w osobnych książkowych edycjach. "Naprzód" doczekało się jakichś recenzji, ale nie wiem czy je znajdę, zbyt często się przeprowadzałem, a nie jestem przywiązany do papierów... Tomik był nawet sprzedawany w księgarniach, mam na półce taki egzemplarz z wypisaną ceną - 3500 złotych, oczywiście starych złotych. 

 

 

"Ergo Sum" (1991), wydano sumptem autorów. Nie pamiętam nakładu. 40 stron wierszy - moich i mojej ówczesnej żony (rozwiedliśmy się bodaj w 1998 roku). "Poezja jest sztuką samokreacji, samopoznawania i samotworzenia pewnych wyimaginowanych, acz niezbędnych w określonym stanie psychicznym obrazów, czasem sytuacji..." - bla, bla, bla, w tym duchu wykładałem swoje credo na okładce. Chyba lubię jeden wiersz z tego zbioru - "Jaka przyszłość?": "Co stanie się ze znakami na papierze / gdy przyjdzie Noc? / Czy strawi je ogień łakomy / czy ktoś wyryje słowa w twardej skale? / Ilu z nas znajdzie swojego Maxa Broda?". Wiersze dość ponure - dużo tu ciemnych barw. No i absolutnie słabe te wiersze, jak to dobrze, że już nie piszę poezji :)

 

 

"Franz i Alexander" (1993), Warszawski Klub Młodej Sztuki. Mini-powieść, chyba 500 egz. nakładu. Swego czasu dostępna była w Merlinie - podobnie jak druga część tej historii. To kompletnie zmanierowany bełkot. Opowieść futurologiczna z zakończeniem rewolucyjnym. Pseudofilozoficzny bełkot. Trudno się to czyta. Ale recenzje miała nawet nienajgorsze, chyba po kumotersku:) Znany poeta i tłumacz, Aleksander Ziemny pisał: "Mamy przed sobą tekst, który musi być - nie ma co się łudzić - gwałtownym zaskoczeniem dla rzeszy czytelników, którzy w swym odbiorze lektur przywykli i uważają za naturalne, iż utwory literackie wywodzą się z bardzo różnorodnych, ale określonych konwencji. Powiem więcej: dla tekstu Łukasza Gołębiewskiego nie można znaleźć pokrewieństwa z żadnym nurtem literatury eksperymentalnej". Musiałem być wówczas szczególnie zadowolony z tego bełkotliwego utworu, gdyż po raz pierwszy na okładce jest moje nazwisko :) 

 

"Franz i Aleksander 2. Ostatni lot" (1996), Warszawski Klub Młodej Sztuki. Kontynuacja poprzedniej książeczki, trochę mniej bełkotliwa. Zakończona futurologiczną wizją zagłady starego świata, w stylu Aldousa Huxleya i gdzieś tam ulokowanej wyspy Arkadii. Nawet ładnie wydane, trafiło do szerszej dystrybucji, m.in. przez sieć Matras. "Nie podobna przejść do porządku dziennego nad, przynajmniej dla piszącego te słowa, najważniejszym problemem stawianym przez autora "Franza i Aleksandra". Gołębiewski pyta o wolność człowieka. O wolność wobec drugiej jednostki, społeczeństwa, przyrody. Jest świadomy tego, że liberalizm wolności nie przybliża, dając tylko jej ułudę. Wie też, iż w obliczu prawdziwych zagrożeń literatura czy filozofia zawodzą. To dlatego tak chętnie posiłkuje się aliterackim językiem ekonomii. Ekonomii politycznej, bo innej nie ma, a 'tam gdzie jest nędza nie można mówić o wolności'; można jedynie ją tracić" - pisał Krzysztof Masłoń. Tom recenzował też Janusz Drzewucki, znany poeta, wówczas sekretarz działu kultury "Rzeczpospolitej". Nie lubię tej książki, światopoglądowo jest mi nawet wciąż bliska, ale ten język... brrr, faktycznie "aliteracki". 

 

"Zamknięty rozdział"  (2001), wydawnictwo Literatura. Mój najobszerniejszy wybór wierszy, najstarszy pochodzi z 1988 roku, najnowszy - z 1999. Później już nie pisałem wierszy, straciłem wrażliwość - dlatego to "zamknięty rozdział". Tom cały czas dostępny w sprzedaży. We wstępie napisałem: "Od 1998 roku napisałem, jak sądzę, trzysta, a może nawet więcej wierszyków. Dla większości z nich kosz na śmieci jest najlepszym miejscem. Wybrałem do tego zbiorku niewiele, by nie sprawiać przykrości sobie i czytelnikom". Jest tu tych wierszy coś ze 40, niektóre wciąż lubię, są takie do mnie niepodobe:) Melancholia przez nie przebija. Aha, sam projektowałem okładkę :)

 

 

"Alkohol" (2002), wydawnictwo Nowy Świat. Zbiór alkoholowych opowiadań z lat 1995-2001. Niektóre wciąż bardzo lubię, niektóre są chyba za bardzo osobiste. Wydałem to pod pseudonimem Sider, od nazwy angielskiego jabłecznika - gazowanego wina z jabłek. Na okładce fikcyjne fragmenty recenzji z nieistniejących angielskich czasopism. Wszystko to była mistyfikacja. Spis treści jako karta drinków. Niektóre z tych opowiadań przerobiłem i włożyłem do powieści "Disorder i ja", jako fragmenty dialogów (powieść wciąż nieukończona), inne może włączę do planowanego zbioru opowiadań pt. "Na mojej ulicy Chrystus nie mieszka". Nie wiem jaki był nakład tego tomu, ale dość często go widuję w bibliotekach. Być może jest jeszcze do nabycia w Merlinie lub na stronie internetowej wydawnictwa Nowy Świat. Za jakiś czas może wrzucę jakieś opowiadanie z tego zbioru do działu "Do czytania" na tej stronie.

 

I to by było na tyle... potem już była "Xenna moja miłość" (2007). Więcej grzechów nie pamiętam :)

Brrruuu, policzyłem, że nie licząc antologii rozmaitych to wydałem ponad 40 książek i broszur. Wśród nich dziesięć edycji "Rynku książki w Polsce" (od 1998 roku) oraz takie dziwa jak m.in. "Świat po Gutenbergu" (wydawnictwo Magazyn Literacki, 2000 rok, zbiór felietonów), "Zaplanuj budżet" (Biblioteka Analiz, 2001 rok, to były jakieś prognozy mniej lub bardziej udane), a nawet broszurę pt. "Witold Horwath", poświęconą twórczości jednego z moich ulubionych pisarzy, niestety ukazała się w języku niemieckim, którego nie rozumiem , a polski oryginał mi się zgubił (Willa Decjusza, 2000 rok). Aha, no i książka o Meksyku (Sonia Draga, 2007). I jeszcze trochę bardzo dziwnych rzeczy. Najdziwniejszą chyba pozycją jest publikacja, której jestem współautorem, która ukazała się w Erewaniu w 2004 roku w... języku ormiańskim. To jest zupełnie inny alfabet. Angielski tytuł (bo ukazała się też po angielsku) brzmiał "New coalition for the development of the publishing sphere". Z armeńskiego wydania nic nie rozumiem, jest to mój wykład, który wygłaszałem kiedyś w Armenii w języku angielskim, a tamtejsze Stowarzyszenie Wydawców opublikowało to w formie książki.

 

a tak wygląda książka w alfabecie Ormian

Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Piątek, 12 Października, 2007 Kuba
???
Odpowiedz
Miałeś Rynek robić. A głupotami się zajmujesz...
Wtorek, 9 Października, 2007 Sisi
memuar debila
Odpowiedz
chef d oeuvre hipokryzji, miernoty i skrajnego epatowania głupotą:)
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Analiza oglšdalności witryny © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2