Ciągle się zbieram do napisania recenzji kilku dobrych płyt i jakoś odkładam to i odkładam, aż płyty warstwą kurzu zaczynają porastać. Zacznę zatem od El Bandy, zwłaszcza, że ta płyta zakurzyć się nie ma prawa. "Skutki uboczne" to będzie zapewne płyta 2010 roku, przynajmniej w gatunku który mnie interesuje. Muzycznie i wokalnie - rewelacja. Ania potrafi krzyczeć, potrafi melorecytować, potrafi szeptać, siła jej głosu jest ogromna - zarówno na płycie, jak i na koncertach. Porównywana jest do Niki z Post Regimentu gdyż ma równie silny głos, a i muzycznie El Banda kojarzyć się musi z Post Regimentem, współzałożycielem El Bandy jest Rolf z Post Regimentu. Muzycznie ta płyta jest bardzo spójna, pomimo ogromnej ilości nagranego materiału. Jest bardziej dojrzała od pierwszej płyty, bardziej przemyslana od płyt Post Regimentu... i tak samo wybuchowa. Choć zdecydowanie mniej przebojowa. Muzyczne skojarzenia to - poza Post Regimentem - przede wszytskim Dirt, ale i (jeśli zapomnimy o wokalu Ani) Conflict: te melodyjne wstawki, momenty wyciszenia i narastania dźwięku, które przypominają początek burzy, zresztą po chwili następuje nawałnica, liczne melorecytacje, krzyk łączony z opadającym natężeniem dźwięków. "Skutki uboczne" nie tylko wybijają się ponad punkową przeciętność, ale je tak naprawdę trudno postawić na jednej półce z typowym punkiem, muzycznie są bowiem niezwykle bogate i zróżnicowane. Wspaniale się tego słucha. Pretensje mam tylko do tekstów z nowej płyty. Zbyt mało zóżnicowane tematycznie, zbyt dosadne, odarte z metafor. Przedstawiają świat przemocy seksualnej, wulganych mężczyzn oraz skrzywdzonych kobiet, zalęknionych, wykorzystywanych dziewczynek. Ten jednobarwnie zły, budzący niechęć świat męczy. Rozumiem potrzebę zwrócewnia uwagi na ukrywane zło, ale na płycie El Bandy jest tego zwyczajnie zbyt wiele. Te teksty raczej niewielu osobom będą się podobały. Męska część publiczności będzie miała duży problem z identyfikowaniem się z tymi tekstami, ale też nie sądzę by te dziewczyny, które wciąż lubią chłopców, kóre nie zostały skrzywdzone, ani wykorzystane, przyjmowały przekaz El Bandy jako swój własny. Kreowanie stereotypu złych mężczyzn niczemu zresztą nie służy, chciałoby się usłyszeć cokolwiek pozytywnego. A jeśli nawet mamy przedstawiać zło i lęk, bo przecież muzyka służy i temu, to wolę gdy jest to wypowiedziane nie językiem publicystyki, lecz sztuki - jak to było na poprzedniej płycie El Bandy w piosenkach: "Przejdzie ci", "Psychoza", "Lumbago" czy "Kokon". Tej literackiej finezji w nowych tekstach El Bandy brakuje. Nie zmienia to faktu, że jest to najlepsza płyta na scenie HC/Punk od czasu... poprzedniej płyty El Bandy. Obecnie ten zespół jest absolutnie numerem jeden.
Zupełnie inaczej odebrałam te teksty.Oprócz tego,że faktycznie są nieco monotematyczne, to jednak "Wsza szachrajka" czy moje ulubione "Ajlovju" oprócz skrzywdzenia pokazują pełen wqrw, przewrotność, są wręcz feministyczne. Niech samiec sobie to przemyśli ;-) I "Złoty krążek" też jest niezły. Muzycznie rewalacja jak zwykle.