Niezwykła łatwość, z jaką rozpowszechniane są w Internecie utwory, powoduje, że wielkie koropracje chcą za wszelką cenę bronić swoich interesów, wprowadzając coraz bardziej restrykcyjne przepisy prawa autorskiego. Dla przykładu, w Polsce prawa autorskie przechodziły do domeny publicznej (były powszechnie dostępne bez opłat licencyjnych) po 25 latach od śmierci twórcy - i tak było do 1994 roku, kiedy to okres ochrony (pod naciskami korporacji amerykańskich na europejskie ustawodawstwo) wydłużono do 50 lat. Następnie, w 2000 roku (w związku z kolejnymi naciskami i dyrektywą UE) okres ten wydłużono do 70 lat, pozbawiając domenę publiczną kilkunastu tysięcy dzieł, z których większość i tak nie jest eksploatowanych. W ciągu zaledwie sześciu lat wydłużyliśmy okres ochrony o 45 lat! Na dodatek w następnych latach wprowadzono kolejne obszary ochrony prawnej, m.in. na bazy danych, wprowadzono także inne ustawy dotyczące np. ochrony kodu komputerowego.
Po co o tym piszę? Bo utrudnianie dostępu do kultury zagraża swobodnej wymianie myśli, zagraża samej kulturze. Dlatego postanowiłem udostępnić wszystkie zawarte na moich stronach treści dla celów niekomercyjnych, w tym na tworzenie tekstów zależnych, wspierając tym samym ruch Creative Commons. Założona w 2001 roku organizacja Creative Commons (Creative Commons Polska działa pod auspicjami Fundacji Otwarty Kod Kultury) z dużym sukcesem działa na rzecz bardziej powszechnego dostępu do współczesnych dzieł. Autorzy, którzy decydują się oznaczyć swoje dzieła znakiem CC, sami decydują o tym, jak ich utwory mogą być wykorzystywane przez innych, jest to zatem forma licencji. Autorom, którzy przystępują do Creative Commons, przyświeca idea dzielenia się swoją twórczością – np. wyrażają zgodę na kopiowanie ich utworu w celach niekomercyjnych czy na samplowanie i remiksowanie. Zamiast zwrotu „wszystkie prawa zastrzeżone”, typowego dla noty copyright, Creative Commons promuję ideę, w myśl której tylko pewne prawa są zastrzeżone. Zainteresowanych tym ruchem odsyłam na stronę: http://creativecommons.pl.
Dopóki nie wydasz książki jesteś praktycznie "NIKIM" i często odczuwam na sobie ten ból.
Swoją drogą jak Grażyna Wolszczak może wydać (Ona jest tylko przykładem) beznadziejną książkę o niczym dlatego, że jest aktorką.
Lub inni aktorzy i nie tylko aktorzy. Każdy może wydać:
Powiedziała: - Pan ma łatwe życie. Powiedziałem: Dlaczego pani uważa, że mam łatwe życie? Powiedziała: - Ma
pan talent! Może pan pisać co się panu podoba i ma pan za to uznanie i rozmaite ułatwienia życiowe.
Powiedziałem: - Ale czyż pani nie wie ile wysiłku kosztuje pisanie? Powiedziała: Jak się ma talent to
wszystko przychodzi łatwo. Powiedziałem: Ale przecież "talent" to
puste słowo, na to żeby pisać trzeba być kimś, usilnie nad sobą
pracowac, nawet walczyć z sobą, to sprawa rozwoju... Powiedziała: - Li, po co pan ma pracować jak pan ma talent. Ja,
gdybym miała talent, też bym pisała.
I ciąg dalszy...
- Pan pisze? Dziś wszyscy piszą. Ja sama napisałem
powieść. Ja: - Rzeczywiście? Ona: - Tak, i nawet miałam dobre recenzje.
Ja: - Winszuję! Ona: - Ach, nie mówię żeby się chwalić chcę tylko podkreślić,że
dziś wszyscy piszą. To każdy potrafi.
To fragment DZIENNIKÓW Gombrowicza.
1955 - Piątek, Takie życie...
Ja ostatnio zajmuję się analfabetyzmem w Polsce i na świecie.
Myślę,ze dużo ludzi cierpi na analfabetyzm.
Takie czasy przyszły. Choć wydaje się to niemożliwe w społeczeństwie informacji. Ale cóż.
Pozdrawiam.