polskie: 1. Post Regiment – Post Regiment Genialna płyta, niezwykle energetyczna, nigdy się nie nudzi, słucham jej na okrągło, podobnie jak następnej płyty Regimentów „Czar zły”. Tyle lat minęło, a nikt tak nie potrafi wykrzyczeć lęku jak to robiła Nika. 2. Oddział Zamknięty – Oddział Zamknięty Sentyment, nostalgia, płyta do której wracam odkąd się ukazała w 1983 roku, którą znam na pamięć, stały element imprez. 3. Siekiera – Nowa Aleksandria Niepokojąca, pulsująca, mroczna, niczym najlepsze dokonania Killing Joke. 4. Ewa Braun – Love Peace Noise Bardzo surowa płyta, potem Ewa Braun nagrała kilka znacznie lepiej dopracowanych krążków, ale żaden nie miał takiej siły ekspresji. 5. Włochaty – Zmowa Najlepsza płyta Włochatego, lubię także inne ich płyty, ale ta jest chyba najbardziej „walcząca”. 6. Strachy na Lachy – Strachy na Lachy Mój kolejny sentyment, uwielbiam z tej płyty dwa ckliwe kawałki – „Raissę” (z repertuaru Pidżamy) i „BTW (mamy tylko siebie)”. Obydwa są tak cudownie fałszywe. 7. Meble – Paul Pavique & Meble Kawałek pt. „Hester” puszczam sobie na okrągło, a ten krążek, który chyba nigdy się nie ukazał w innej formie niż insert do „Lampy” wiecznie włożony jest do mojego odtwarzacza CD. „Dopalam jointa i zaraz kładę się spać”... Rozbrajająco garażowa muzyka i świetne teksty Pawła Dunina Wąsowicza. 8. Brygada Kryzys – Brygada Kryzys (czarna) Kupiłem sobię tę płytę (analogową), kiedy jeszcze słuchałem Perfectu. No i poraziło mnie. Ta płyta brzmi metalicznie, z głuchym pogłosem, jest inna niż reszta nagrań Brygady Kryzys, ale jaką wyzwala energię! 9. Aya RL – Aya RL (czerwona) Przeciwnie do czarnej Brygady, ta płyta mnie uspokaja. Powolne takty „Księżycowego kroku”, nawet przeszywający głos Kukiza nie wybija mnie z tego spokoju. Najbardziej lubię utwór „Ulica” – za tekst, za aranżację, za sposób, w jaki tych kilka prostych zdań zostało wykrzyczanych. 10. Biała Gorączka – Spokój Jeśli ktoś powie o załodze z Grudziądza, że to polskie Berurier Noir, nie będzie w tym przesady, a ja akurat uwielbiam Berurier Noir. Płyta zróżnicowana rytmicznie, z dobrymi tekstami, mądrze skomponowana jako jednorodna całość, no i jak zaśpiewana przez podwójny wokal!
zagraniczne: 1. Conflict – The Final Conflict Właściwie chyba równie dobrze mogłaby to być płyta „Against All Odds” bo obydwie jednakowo lubię – za zmiany nastroju, a dokładnie tempa, które narasta niczym burza, by eksplodować jak wybuch bomby. To filharmonia punk rocka! 2. Crass – The Feeding of The 5000 Asynchroniczny, arytmiczny, właściwie amuzyczny, anarchistyczny, prosty i konkretny przekaz. Łup, łup, i już nie jesteś taki sam jeśli z uwagą wysłuchałeś tej płyty. 3. Patti Smith – Horses Patti to poetka punk rocka, uwielbiam każdą jej płytę, nawet wczesne nagrania wydane na płycie „Land”, ale „Horses” to materiał szczególny. Na okładce młodziutka (płyta z 1975 roku) Patti, dumna i piękna. Krążek otwiera „Gloria”, utwór z repertuaru Vana Morrisona, z inwokacją wykrzyczaną przez Patti, a potem są m.in. nastrojowe „Land” i „Elegie”. 4. Joy Division – Unknown Pleasures I tu mógłbym wymienić dowolną płytę Joy Division, każda niosła przecież ten sam psychodeliczny, niepokojący, pulsujący rytm, słuchając tej muzyki można odlecieć… i nie wrócić. Nikt tak wcześniej nie grał, wielu potem próbowało naśladować, ale oni są nie do pobicia. 5. Lou Reed – Berlin Moja ulubiona płyta Lou Reeda, choć tak po prawdzie wszystkie jego płyty są dość podobne (nie wyłączając tych, w których grał jako Velvet Underground). Zachrypnięty głos i bogactwo dźwięków, echa miasta, odgłosy knajp, płacz dziecka, gitara i pianino. Bardzo nastrojowy, przemyślany, osobisty album. 6. Bauhaus – In the Flat Field Mroczna, nerwowa, drgająca muzyka, szkoda że w większości idiotyczne teksty, ale jeśli ktoś lubi Bauhaus to przede wszystkim ze względu na głęboki, śmiertelnie poważny, głos Petera Murphy’ego. 7. Cocteau Twins – Victorialand Cudowna płyta, przy której lubię odpoczywać, spokojna, brzmiąca lasem, rzeką, łąką, morzem, górami i ten niepokojący głos Elizabeth Fraser, która śpiewa niezrozumiałe, wymyślone przez siebie słowa. 8. Clash – Sandinista Punky reggae party, klasyka punka, jednocześnie niezwykle zróżnicowany materiał – zarówno muzycznie, jak i tekstowo. Niektóre teksty bardzo zaangażowane, lewackie, ale większość to zabawne komiksowe opowiastki. Oryginalnie wyszło to na trzech winylach, pamiętam że jako szczeniak wydałem fortunę na ten album, do dziś mam winylowe wydanie i jestem bardzo do niego przywiązany. 9. Cock Sparrer – Bloody Minded Nigdy nie lubiłem Cock Sparrera! Odmieniło mi się jednak na stare lata i teraz mam ich całą dyskografię, zresztą ten zespół od lat gra na jedno kopyto, więc w zasadzie wystarczyłoby mieć jakąś składankę typu „The best of...”. Ta płyta w gruncie rzeczy właśnie jest autorską składanką, znalazły się na niej głównie wcześniejsze utwory – ale te najlepsze: „Because you’re Young”, „Where are they now”, „Running riot” czy „England belongs to me”. Kwintesencja Oi! 10. Berurier Noir – Abracadabrum Ten zespół jest jak ekipa cyrkowa, potrafią zrobić show na scenie, słychać to doskonale na ich płytach koncertowych. Oni się bawią muzyką, słowami, widać że są zgraną grupą wesołych skłotersów, niczego nie traktują serio, choć śpiewają o całkiem poważnych sprawach, jak choćby często powracający temat wojen i kolonializmu. Nie licząc najnowszej płyty, nagranej po bardzo długiej przerwie, byli absolutnie „surowi”, ale taki właśnie powinien być punk – spontaniczny, niedopracowany, jak nieheblowana deska, jak Berurier Noir.
|