| |
W dniach 19-21 sierpnia pod miasteczkiem Moravska Trebova w Czechach odbyła się ósma już edycja festiwalu punkowego Fest Pod Parou. Zestaw kapel był imponujący - czołówka sceny czeskiej plus zagraniczne gwiazdy, m.in. Adicts, Toy Dolls, Anti Nowhere League, Vice Squad, Argies. Trzy dni punk rocka od rana do nocy, łącznie kilkadziesiąt zespołów, kilkanaście tysięcy ludzi, kilkaset tysięcy wypitych kufli piwa Gambrinus... Jak to na festiwalach w Czechach - policja się nie interesowała i nie przeszkadzała w zabawie, ochroniarze uprzejmi, wnosić na koncert możesz, co zechcesz - własny alkohol, skóry, ćwieki itp., pewnie nawet kałasznikowa można by wnieść, bo nikt niczego nie sprawdzał poza karnetem (600 koron, tj. jakieś 100 zł za 3 dni zabawy). Masa kramików dystrybutorów alternatywnych gadżetów i płyt (w tym kilka stoisk z Polski), w sprzedaży piwo, wino, wódka, fernet, zelenka, rum itp w przystepnych cenach (piwo po 25 koron), oczywiście wszędzie można chodzić z alkoholem, żadnych stref dla pijących jak u nas, młodzież ujarana maksymalnie, dym marihuany unosi się nad polem, gdzie odbywa się festiwal, zero agresji, maksimum tolerancji i zabawy. Organizacyjnie trochę chujowo. Ściągnęli pierwszej klasy zespoły, ale toy-toye ustawili przy scenie, przez trzy dni nie wypróżniali, gówna się wylały, smród był taki, że zespoły rozstawiały sobie wiatraczki żeby mieć czym oddychać... publiczność takiego komfortu nie miała. Nikt nie zbierał pustych plastikowych kubków od piwa, przez co ostatniego dnia ziemia była usłana tym śmieciem. Pomoc medyczna generalnie miała w dupie, że młodzi ludzie leżą nieprzytomni w upale, a niestety "zgonów" nie brakowało. Czesi palą cholernie mocną trawę, mi wystarczy jedno głębokie buchnięcie i mózg zaczyna pracować całkiem inaczej, a oni tego jarają kilogramy. Mam taką refleksję, że niestety nasi czescy młodzi koledzy roślinnieją i czarno a nie zielono widzę ich przyszłość. Patrząc na spustoszenie, jakie na tym festiwalu powodowało zioło, zaczynam mieć wątpliwość czy legalizacja marihuany jest właśnie tym, co popieram. Swoją drogą czeska "traviczka" jest chyba najmocniejsza w Europie, wyhodowali jakieś super-paskudstwo. Wracając do organizacji, to pole namiotowe było syfne, dobrze, że nie brakowało zimnej wody do przemycia się i picia (upały). Za to mieszkańcy miasteczka niezwykle mili, no i naprawdę pełny szacunek dla rozsądku policji, która ani razu nie psuła zabawy (pewnie też dlatego było tak kulturalnie i spokojnie). Muzycznie - bardzo dobrze, szkoda tylko, że była jedna scena, no i poślizgi dochodziły do 45 minut, co w Czechach jest rzadkością, zwykle zespoły wychodzą bardzo punktualnie. Dla mnie największym odkryciem tego festiwalu jest... Toy Dolls, bo nigdy ich nie lubiłem, a tu cholera okazało się, że na scenie są rewelacyjni. Oczywiście nic nie przebije występu Adicts, szkoda, że mi się skończyła bateria i nie mogłem nagrać całości. Występy Adicts to wielki i kosztowny show, przedstawienie iluzjonisty, Clockwork Orange orgy :), a Keith "Monkey" Warren ze swoimi popisami jest bezbłędny - z ust wyciaga metry serpentyny, a z rękawów sypie konfetti. Jak zwykle świetny był Vice Squad, rewelacyjne Argies. Do odkryć zaliczyłbym jeszcze czeskich weteranów punk rocka - SPS. Rozczarował mnie natomiast Zeměžluč, bardzo lubię ten zespół, a tymczasem występ był marny. Festiwal bardzo męczący, na Adictsach, trzeciego dnia w nocy, ledwie trzymałem się na nogach (i to wcale nie z opilstwa i ujarania)... a następnego dnia jechałem na kolejną imprezę w Środzie Wielkopolskiej, o której przy okazji napiszę, może też napiszę o Pardubicach i okolicach, bo festiwal festiwalem, a ja nie omieszkałem zrobić sobie wycieczkę po regionie. Poniżej trochę fotek i fragmenty wideo z najciekawszych koncertów, z czasem wrzucę tego więcej na YouTube (jakość czasem kiepska, ale kręciłem filmiki w młynie pogo pod sceną). |