Myślałem ostatnio o upływie czasu, o tym jak z wiekiem nabieram do niego dystansu. Nagle przestaję się spieszyć. Już się nie denerwuję stojąc w korku czy kolejce. Przestaje być ważne, czy coś będzie dziś, jutro, za tydzień, za miesiąc, za rok... Wydaje mi się, że na wszystko jest czas, że pośpiech jest nie wskazany, że wszędzie zdążę. A jeśli nie zdążę, to co z tego? Zaczynam z wiekiem czuć się bardziej widzem, niż uczestnikiem, tak jakbym usiadł spokojnie i zaczął patrzeć z dystansem na własne sprawy. To dziwne, że kiedy człowiek jest młody, bardzo młody, wtedy bardzo mu się spieszy, wszystko chciałby mieć natychmiast, nie umie czekać... a przecież teoretycznie ma przed sobą całe życie. Jasne, nie wiemy, ile to "całe życie" może trwać, może skończyć się jutro, mozna wpaść pod samochód lub do studzienki kanalizacyjnej, nie mniej ja już nie mogę powiedzieć, że mam przed sobą całe życie; patrząc optymistycznie mogę mieć przed sobą połowę życia, a za 20 lat - patrząc optymistycznie - mogę mieć przed sobą już tylko 1/3 życia. A mimo to mniej mi się spieszy. Dziwne.
Przeczytałam raz na murze, póki jeszcze trwał, czyjeś słowa "nie biorę udziału w wyścigu" Bardzo mi się spodobały. Nie wiem czy wiek ma tu coś do tego. Ja najbardziej spowolniłam jak chodziłam na jogę i jak mieszkałam 2 lata na wsi... :-) Teraz mimo upływu lat jestem ciągle jak nakręcona, miasto mnie chyba tak nakręca, czy sama nie wiem co? Owszem nabieram dystansu do różnych spraw, ale nie zwalniam pędu w którym jestem.
To zupełnie inny świat... inny rytm, inne myślenie, inne widoki za oknem, a nawet inne niebo nad Tobą, zwłaszcza w nocy, gdy spojrzysz w górę i masz wrażenie, że jesteś w planetarium :-). Wieś to kumkanie żab, cykanie świerszcza, bocian paradujący po ogrodzie, przemykający chyłkiem lis lub jeleń i cisza. Cisza która wibruje w uszach. Ta cisza chyba spodobałaby ci się? Moja kumpela nie mogła w niej zasnąć przez pierwsze dni, ale Ty lubisz ciszę... Czyż nie?
A do czego innego porównać dzisiejszy świat ? Pogoń za pieniądzem, brązowe dziewczyny po solarium, wojny, nagonka mediów, coraz to nowsze choroby, coraz gorszy wyzysk człowieka na człowieku i można by jeszcze tak długo. Nie twierdzę, że nie ma nic przyjemnego w tym życiu, aczkolwiek doświadczam tego coraz mniej. Wolę patrzeć niż uczestniczyć w tym wyścigu. Wydaje mi się, że gówno to bardzo łagodny kolokwializm jako okreslenie tego co jest.
A może ten spowalniacz to zasługa doświadczenia, a nie wieku. Może ludzie dorośli widzieli, słyszeli, dowiedzieli się o wiele więcej i zdają sobie sprawę, że wiedzą już na tyle dużo, aby nie gonić za czymś większym. Wydaje mi się, że każdy człowiek inaczej patrzy na pojęcie "wiedzieć dużo" dlatego spowalniacz przychodzi w różnym wieku, w różnych ludziach, z różnym doświadczeniem. Myślę, że nie jest źle stać się, jak to ładnie określiłeś "widzem" życia, zwłaszcza takiego życia, coraz bardziej ubranego w gówno.