Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Mrówa-punkówa
2. Złam prawo - fragment części II
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Od Absyntu do Zarazy
7. Disorder i ja
8. Spotkanie autorskie we Wrocławiu
9. Bomba w windzie - nowe propozycje okładek
10. Sylwia
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
Strona Łukasza Gołębiewskiego

Witam Was na mojej stronie, którą redaguję wspólnie z Wami - moimi czytelnikami. Strona powstała w styczniu 2007 roku i początkowo wyłącznie poświęcona była powieści "Xenna moja miłość". Od tamtej pory odwiedziło ją ponad milion osób! Nigdy nie spodziewałem się takiego zainteresowania, dziękuję Wam za to.

W dziale komentarze staram się na bieżąco pisać o tym, co mnie obchodzi. W galeriach znajdziecie moje fotki, w tym możliwie pełną dokumentację spotkań autorskich. Są tu też recenzje, wywiady oraz rozmaite aktualności - zarówno te od wydawcy - o moich książkach, jak i wszelkie inne, także te, które sami nadsyłacie. Od jakiegoś czasu prowadzę też na tej stronie leksykon alkoholi, co pozwala mi dzielić się z wami moją pasją do odkrywania nie tylko nowych miejsc i nowych ludzi, ale także nowych smaków.

Pozostańcie w buncie!

Do zobaczenia na koncertach i spotkaniach autorskich. 

Aktualności
Niedziela, 20 Maja, 2012
Treści wrzucone w chmurę
wydawca

W weekendowym wydaniu "Rzeczpospolitej" w artykule "Treści wrzucone w chmurę" Łukasz Gołębiewski pisze na temat cyfrowej kultury i oczekiwaniach konsumentów treści by wszystkie były darmowe. Jak to połączyć z oczekiwaniami twórców i wydawców?, zastanawia się autor. I czy cena jest wciąż jeszcze wyznacznikiem wartości?
Całość artykułu dostępna na stronie www.rp.pl oraz w papierowym wydaniu z 19 maja.

Więcej...
Skomentuj
Sobota, 12 Maja, 2012
"Klatka" Sary Antczak
wydawca

Nakładem wydawnictwa Jirafa Roja ukazała się nowa, druga powieść Sary Antczak, pt. "Klatka".
Siedem osób. Wszyscy zamknięci w ciasnym budynku, dzień po dniu oddalają się od rzeczywistości. Łączą ich studia we Wrocławiu. Dzieli wszystko inne. Początkowo są pewni siebie i otwarci na nowe doznania, chętnie rzucają się w maraton niekończących się imprez. Jednak beztroska atmosfera szybko mija. Ciągłe towarzystwo tych samych ludzi. Zamroczenie używkami. Brak perspektyw. Kompleksy. Strach. Samotność. Tajemnice. To wszystko sprawia, że bohaterowie czują się uwięzieni w swoich własnych głowach. Tłumione emocje nie mogą znaleźć ujścia. Narastają konflikty i agresja. Świat za ścianami akademika przestaje istnieć, a życie w środku zamienia się w piekło, z którego nie ma ucieczki.
Zamówienia on-line: Jirafa Roja, cena 28 zł, wysyłka - 0 zł.

Więcej...
Skomentuj
Piątek, 11 Maja, 2012
Spotkania na targach książki
wydawca

W sobotę 12 maja o godz. 14. Łukasz Gołębiewski będzie podpisywał swoje książki na stoisku nr B258 w Pałacu Kultury i Nauki podczas III Edycji Warszawskich Targów Książki. Tego samego dnia o godzinie 13.00 będzie można spotkać się z Sarą Antczak i Dariuszem Papieżem. Autorzy podpisywać będą swoje książki – Sara najnowszy utwór „Klatka”, a Dariusz debiutanckie „Zniszczenie”. Wszystkie publikacje można będzie kupić z 50% rabatem. Zapraszamy.

Więcej...
Skomentuj
Czwartek, 10 Maja, 2012
Na targach o rynku książki
wydawca

Od dziś w Pałacu Kultury i Nauki trwają III Warszawskie Targi Książki. W piątek 11 maja o godz. 14.00 w Sali Puszkina PKiN rozpocznie się dwugodzinna konferencja „Rynek książki w Polsce – co dalej?”, którą poprowadzą Łukasz Gołębiewski i Paweł Waszczyk, autorzy tegorocznego raportu o rynku wydawniczym.

Więcej...
Skomentuj
Czwartek, 10 Maja, 2012
W "Rzeczpospolitej" o rynku książki
wydawca

Dziś raport "Rzeczpospolitej": "Rynek książki w 2011 roku - Duży spadek i złe prognozy". Towarzyszy mu ranking największych wydawnictw książkowych, który Łukasz Gołębiewski ogłasza w "Rzeczpopolitej" od 1995 roku. W tekście czytamy: "W ubiegłym roku wydano mniej nowych tytułów, zmniejszył się średni nakład, wzrosła cena książki. Perspektywy na 2012 rok są równie złe. Od stycznia 2011 roku obowiązuje stawka 5 proc. VAT na sprzedaż książek (podniesiona z 0 proc.). Nie tylko ona wpłynęła jednak na wzrost cen i na spadki przychodów. Książka, podobnie jak prasa, znalazła się w kryzysie, który ma wymiar ogólnocywilizacyjny i obserwowany jest także w innych krajach europejskich. Czytelnictwo spada, budżety reklamowe lokowane są w coraz większym stopniu w Internecie, a odbiorca nie chce płacić za cyfrowe treści. Brakuje modelu biznesowego dla drukowanych mediów, które są coraz mniej atrakcyjne w konfrontacji z tabletami, smartfonami, Facebookiem i serwisami udostępniającymi (nie zawsze w zgodzie z prawem) zasoby informacyjne" - piszą autorzy raportu, Łukasz Gołębiewski i Paweł Waszczyk.
Przychody wydawców w 2011 roku spadły o 7,8 proc., do 2,71 mld zł.


Więcej...
Komentarze (3) Skomentuj
Zobacz wszystkie aktualności
 
Ostatnie wpisy
Środa, 23 Maja, 2012
Vaccari

należąca do Bolsa marka anyżowego włoskiego likieru sambuca, Ma 38%, jest słodkawa i łagodna, jednak nic szczególnego.

Więcej...
Środa, 23 Maja, 2012
Kartka z podróży (9) Pożegnanie z Bułgarią
W drodze powrotnej przez Bułgarię odwiedziłem Burgas, duże portowe miasto nad Morzem Czarnym. Miasto brzydkie, ale ma ładną piaszczystą plażę i gigantyczny nadmorski park. Miasto rozrywkowe, pieszy bulwar oraz ulica Aleksandrowska to głównie bary, kluby, kasyna, restauracje, czynne do późnych godzin nocnych, a miałem szczęście bo moja noc majowa w Burgas była wyjątkowo ciepła, wiało tylko na plaży.
Z Burgas pojechałem do Karnobatu by doświadczyć rozczarowania. Samo miasto wyjątkowo nieciekawe, w dodatku aktualnie w przebudowie, może za kilka lat będzie tu ładniej, teraz beton i dziury. W pobliskiej wiosce robione są karnobatskie wina i rakije, gigantyczny kombinat produkcyjny z dosłownie setkami cystern fermentacyjnych, okolice porastają winnice... Niestety, zakładu nie można zwiedzić, nie ma nawet sklepiku firmowego! Obcym wstęp wzbroniony, fotografować nie wolno, jak za komuny. Oczywiście w okolicy działa kilka mniejszych prywatnych firm, które robią własne wina i rakije, gdzie można wszystko obejrzeć, na miejscu spróbować. Jedną taką sympatyczną chateau prowadzoną przez braci Minkov, odwiedziłem, robią doskonałą własną rakiję.
Stan dróg w Bułgarii jest fatalny, dziury jak po bombach, pozrywany asfalt itp. Porównywalnie do Albanii, tyle że dziesięć razy więcej samochodów na drogach. I tak jednak kocham Bułgarię, jest tak spontaniczna, że nawet dziury w jezdni mają swoje uzasadnienie.
A teraz jestem w mieście Ruse, ostatnia noc w Bułgarii, to miasto graniczne z Rumunią. Są tu pozostałości rzymskiej twierdzy, nie zwiedzałem jednak, bo ledwie przyjechałem, a rozpętała się straszliwa burza, która trwała do późnej nocy.
Następną kartkę napiszę już a Rumunii. Więcej...
Wtorek, 22 Maja, 2012
Château de Beaulon

gorzelnia mieści się w stylowym zameczku z 1480 roku, nazwę zawdzięcza rodowi de Beaulon, który przez lata był właścicielem posiadłości. W XVIII wieku zarządzał nimi biskup de Nesmond i to on założył winnicę. Dziś majątek jest w prywatnych rękach. Destylowane tu koniak i Pineau pochodzą z jednej odmiany wina, z winogron odmian: Folle Blanche, Colombard lub Montils. Koniaki starzone są w dębie z Limousin. Butelkowane tu koniaki są bardzo aromatyczne, odkryjemy w nich smak tropikalnych owoców, bakalii, są łagodne i aksamitne. Dwa podstawowe koniaki to 7- i 12-letni, dalej jest 20-letni Napoleon, 40-letni XO oraz staranni wyselekcjonowany Extra Rare, są także rocznikowe – Vintage 1983 oraz XO Vintage 1975.

Więcej...
Poniedziałek, 21 Maja, 2012
Kartka z podróży (8) Między morzami

Przejechaliśmy zaledwie mały, europejski wycinek Turcji, rozdzielający akweny Morza Marmara i Morza Czarnego. Nad obydwoma zatrzymywaliśmy się na noc w niedużych miastach. Poza sezonem nie ma tu turystów, życie płynie zwykłym rytmem: od rana kwitnie handel, wieczorami mężczyźni przesiadują w barach przy tureckiej herbacie i fajce wodnej. Na prowincji kobiet wieczorami widzi się niewiele, w lokalach obsługują mężczyźni. Bary są czynne do późna, większość z nich zamykanych jest dopiero po północy, praktycznie we wszystkich można coś zjeść, doskonałe są tureckie sałatki i przystawki, np. faszerowane liście winogron albo faszerowane papryki, bakłażany podawane na dziesiątki sposobów itp. Poza tym bogactwo ryb z obydwu mórz i wspaniałe, bardzo mięsiste małże – podawane prosto z muszli, z cytryną w straganach na ulicach. Tyle, że wszystko jest bardzo drogie, ceny jedzenia mniej więcej dwa razy wyższe niż w Bułgarii, alkohole kosmicznie drogie – piwo ok. 14 zł w barze, kieliszek tradycyjnej tureckiej wódki z wytłoków winogron z dodatkiem anyżu, czyli raki, też kosztuje ok. 15 zł, kieliszek importowanego alkoholu – ok. 30 zł. W sklepie również drogo, np. czerwony Johnny Walker za ponad 200 zł. Państwo sprawuje monopol nad przemysłem alkoholowym, więc i wybór trunków nie jest wielki.
Plaże są piaszczyste, niezbyt szerokie. Nie ma wydm jak u nas, są skaliste lub pokryte trawą zbocza, często ostrzejsze klify, skaliste wysepki. Wzdłuż zatoczek ustawione są restauracje z tarasami widokowymi oraz średnio drogie hotele. Można też znaleźć naprawdę tanie spanie, po ok. 5 euro od osoby, ale w warunkach spartańskich – bez ciepłej wody, z wiadrem zamiast umywalki, w ponurych kamienicach, gdzie do pokoju na czwarte piętro prowadzą strome schody w klaustrofobicznie ciasnej klatce schodowej.
Pogoda wreszcie poprawiła się, kartkę piszę na tarasie restauracji w Kilyos nad Morzem Czarnym, dochodzi południe, nie ma fal, woda jest niezwykle błękitna, ale tylko z góry tak wygląda. Plaża niezbyt czysta, ale nie brakuje amatorów opalania się.
Następna kartka będzie już znów z Bułgarii, a teraz jeszcze porcja zdjęć.

Więcej...
Poniedziałek, 21 Maja, 2012
Leopold Gourmel

młody producent koniaku, który swoje wyroby opiera głównie na winach z regionu Fins Bois, a niezwykłego smaku trunek nabiera w beczkach z dębu z Allier. Piwnicę założyli w 1972 roku Pierre Voisin i Olivier Blanc, a nadali jej imię dziadka tego pierwszego, zapalonego winiarza Leopolda Gourmela. Od 1993 roku jedynym właścicielem jest Olivier Blanc. Jego starannie dobrane i elegancko pakowane koniaki podzielone są wedle ich smaków. Mamy: Premières saveurs (6 carats) – delikatny koniak dla początkujących, Age du Fruit (10 carats) – z nutą owocową, przede wszystkim cytrusową, Age des Fleurs (15 carats) – z nutą kwiatową, Age des Epices (20 carats) – z nutą korzenną oraz Quintessence (30 carats) – który jest swego rodzaju esencją wszystkich smaków.

Więcej...
Niedziela, 20 Maja, 2012
Kartka z podróży (7) Stambuł

Stambuł, dawna stolica Turcji, a wcześniej Bizancjum, to miasto przytłaczające ogromem. Według nieoficjalnych statystyk żyje tu 20 mln ludzi, jest to największa metropolia Europy, a właściwie nie tylko Europy bo przedzielony Cieśniną Bosforską Stambuł leży – jako jedyne miasto na świecie – na dwóch kontynentach. Ze wzgórz – np. wzgórza Camlica – leżących już po stronie azjatyckiej można oglądać Europę. Kontynenty łączy gigantyczny most nad Bosforem, most łączący różne kultury i różne kontynenty.
Ten most jest dobrym symbolem miasta, które jest niezwykle kosmopolityczne, mamy tu islam w bardzo tolerancyjnym wydaniu, widać to w barach, gdzie alkohol leje się strumieniami, i gdzie muzyka jest bardzo zróżnicowana. Przy Placu Taksim są setki barów, w większości w weekendy muzyka na żywo, we wszystkich pełno tańczących ludzi, jest taki ścisk, że trudno oddychać, a na zewnątrz przed każdą knajpą drugie tyle ludzi, bo na zewnątrz chłodniej, a zabawa przenosi się na ulice. Dziesiątki tysięcy ludzi w nocy bawi się, muzyka dudni do świtu. Okolice Taksim to zupełnie inny obraz Stambułu, nowoczesny i wyzwolony, bardzo europejski.
Ale przecież jest też wspaniała stara część miasta, z gigantyczną świątynią Hagia Sophia, zbudowaną w 537 roku, była największą wczesnochrześcijańską katedrą, potem służyła za meczet. Wielokrotnie niszczona, zrabowana przez krzyżowców, do dziś imponuje samą bryłą, gigantyczną kopułą, surowymi galeriami. Na przeciwko jest równie wielki Błękitny Meczet, zbudowany w XVII wieku, jedno z ważniejszych świętych miejsc dla muzułmanów. Wokół sprzedawcy kukurydzy, kasztanów, małż, dymią drzewne piece, na których piecze się mięso, wiele ludzi w tradycyjnych strojach, tłumy.
Stambuł to niekończące się korki, kolejki, ścisk, pot, hałas. Przygniata, ale też imponuje swoją potęgą. Ogromne meczety, jak np. Yeni przy moście Galata, wielkie handlowe prospekty jak np. Barbados Boulevard, pałace, ogrody, i dostęp do dwóch wielkich akwenów – z jednej strony Morze Czarne, z drugiej Morze Marmara. Strome, ciasne, brukowane uliczki pną się lub opadają ostro w dół. Trudno tu się poruszać. Kierowcy nie zwracają uwagi na pasy i kierunek ruchu, piesi nie zważają na nic.
Można tu spędzić tydzień, a i tak nie pozna się najważniejszych zabytków, można tu spędzić rok, a miasto wciąż pozostanie zagadką. Wyjeżdżam ze Stambułu zauroczony i chcę tu wrócić.

Więcej...
Niedziela, 20 Maja, 2012
Imperial XII

destylowana na Litwie w zakładach Stumbras w Kownie brandy robiona z francuskich win. Łagodna i słodka, w smaku wanilia i kakao.

Więcej...
Niedziela, 20 Maja, 2012
Na maturę jak znalazł!
bardzo mnie to cieszy :) Więcej...
Sobota, 19 Maja, 2012
Na maturę jak znalazł!
Miałam tę Twoją boską "Xennę..." jako jedną z pozycji literatury podmiotu w prezentacji maturalnej. Prawdę mówiąc, trochę się obawiałam czy nie będzie za "ostra" i czy egzaminatorzy mnie nie objadą, ale... Dostałam ślicznego, okrągłego maxa :) Dzięki Ci! :) Więcej...
Sobota, 19 Maja, 2012
Kartka z podróży (6) Miasto bezdomnych kotów

Starożytne Plovdiv zachowało imponujące rzymskie ruiny – amfiteatru i stadionu, które dziś wciśnięte są w chaotycznie zabudowaną ale piękną starówkę pełną bogatych willi - domów, które dają wyobrażenie o dawnej randze miasta i pozycji jego elity. Do wielu z tych domów można wejść, zwiedzić bogate wnętrza, które zachowały oryginalną XIX wieczną formę. Mniej ciekawie wygląda nowsza część miasta, gdzie obok zabytków stoją nowoczesne sklepy, obdrapane bloki, a w boki odchodzą slumsowate uliczki. Mimo tego architektonicznego bałaganu i kontrastów, miasto ma swój urok i na pewno warto tu zawitać. W czasach Aleksandra Macedońskiego było tu Filiopolis, w czasach rzymskich – Trimontium, potem miasto należało do Turków i do dziś jest tu duża społeczność muzułmańska, imponująco wygląda wielki, wybudowany w XIV wieku meczet Dżumaja, jest też meczet Imaret Dżamija z XV wieku. 
Plovdiv tętni życiem, knajpki są pełne ludzi nawet w środku tygodnia, uśmiechnięci policjanci przybijają piątkę na ulicy i to sympatyczne wrażenie psują tylko widoki setek bezdomnych kotów. Głodne i wystraszone, chodziłem z suchą karmą, którą zawsze mam w samochodzie właśnie na taką okoliczność, no i dokarmiałem z poczuciem, że i tak to nie rozwiązuje nic ponad doraźny głód, no i przykro było patrzeć jak te biedne kociska z obolałymi dziąsłami ledwie sobie radzą z suchym twardym pokarmem. Serce boli.
Tyle na dziś, jadę dalej.

Więcej...
Komentarze czytelników Dodaj własny komentarz
Sobota, 7 Kwietnia, 2012
O miłości
PS
Dwadzieścia prac wyselekcjonowali i przekazali jurorom - organizatorzy konkursu literackiego dla młodzieży na opowiadanie o miłości. Konkurs zorganizowało grono pedagogiczne Gimnazjum przy Zespole Szkół Akademickich w Środzie Wlkp. Jak napisano w regulaminie, celem zmagań jest: - ożywienie zainteresowań literaturą w dobie ich zamierania i przeciwdziałanie degradacji literatury. W skład jury wchodzą osoby zawodowo związane z literaturą, jednak nie nauczyciele języka polskiego: - dr Elżbieta Lijewska – literaturoznawca z UAM, Łukasz Gołębiewski i Piotr Stróżyński. Każdy juror dysponuje pulą 100 punktów, które może dowolnie rozdysponować. Wskazany ma zostać zwycięzca, zdobywcy II i III miejsca oraz pięcioro wyróżnionych. Własną nagrodę ufundują nauczyciele. Rozstrzygnięcie wkrótce.
Środa, 15 Lutego, 2012
Krzyk Kwezala
Piotr Stróżyński pistrozynski@gmail.com
Nigdy nie przepadałem za twórczością Henryka Sienkiewicza; bo nie lubię twórców komercyjnych. Henio pisał „ku pokrzepieniu serc” i bez wstydu naginał historię, aby te polskie serca wzmacniać. Taki profesor Religa, tyle, że wcześniejszy i działający innymi metodami. A Polacy naród próżny i zepsuty kupili jego rewelacje i obwieścili, że człek to był wielki. Dzisiaj wiem, że w mrokach zaborów i nieobecności państwa polskiego, takie naginanie i pokrzepianie było Polakom potrzebne, napędzało do działania. Nic to, że obrońcy Częstochowy nie mogli modlić się do cudownego obrazu, bo zapobiegliwi mnisi ukryli go na Śląsku, zanim nadciągnęli Szwedzi. Nic to, że wiele u Henia podobnych bzdur… Jak twierdził Artur Schopenhauer: - świat jest moim wyobrażeniem. Ta uniwersalna teza może mieć wiele zastosowań, a lubo i w literaturze. Bo czyż może istnieć dzieło, którego przynajmniej jeden autor uprzednio sobie nie wyobraził? Wyobraźnia Sienkiewicza mogła porażać ogromem. Poraziła nawet ekipę od przyznawania Nobla. Ta uległa urokowi i postanowiła ignorować historyczne przekazy; a to, że chrześcijanie współcześni Neronowi w niczym nie przypominali bezbronnych owieczek, a raczej krwiożerczą sektę… Nikomu jednak takie argumenty sienkiewiczowskich wizji nie zmącą. Nie chcemy oglądać rosyjskiego filmu „1612”, bo nam pokrzepianie serc obrazoburczo niszczy. Kiedy Zbigniew Nienacki napisał trzytomową powieść historyczną: - „Ja, Dago” („Dagome iudex”) i w zgodzie z naukami Niccolo Machavellego przedstawił początki państwowości polskiej, wydano mu to w nielicznym nakładzie, z okładką przypominająca komiks lub fantasy…
Łukasz Gołębiewski zarzeka się, że nie napisał powieści historycznej; mimo, ze jej akcja dzieje się w Ameryce Północnej szesnastego wieku. Do azteckiego imperium docierają Hiszpanie pod wodzą Corteza. Przynoszą ze sobą Boga przybitego do krzyża. W jego imieniu głoszą, że nie wolno kraść i zabijać, trzeba miłować bliźniego. I zaraz zarzynają wszystko, co rusza się na dwóch nogach, bez względu na płeć i wiek; łupią wszelkie błyskotki mogące uchodzić za złoto, pozostawiają pożogę; równają z ziemią miasta, unicestwiają kulturę.
Powieść Gołębiewskiego jest w zasadzie wielką, porywającą sceną batalistyczną. Nie ma tutaj głównych bohaterów; co najwyżej jest nim miasto Tenochtitlan i jego obrońcy. Kto pomyśli, że Gołębiewski znany dotychczas z dosadnych opisów scen seksualnych, może rozwinąć swoje zapatrywania w zgodzie z formułą: - „sex and the violence”, ten się zawiedzie. W opisach bezkresnej przemocy i brutalności zachowany jest subtelny umiar. A łatwo było tutaj popaść w radykalizm. Przecież jeżeli przyłożyć ucho do jakiegokolwiek podręcznika historii, słychać w nim jęki zarąbywanych, czuć zapach krwi, a i potrząsać taką książką do historii nie należy, bo jeszcze jakieś wyprute żołnierskie trzewia wypadną… U autora „Krzyku Kwezala” jest tylko tyle przemocy, ile potrzeba dla zachowania historycznych realiów. Ponieważ gatunek homo sapiens nigdy do pokojowych nie należał, mimo wszystko powieści tej nie należy polecać jednostkom o podwyższonej wrażliwości, ale to już nie wina twórcy.
Łukasz Gołębiewski przyznaje, że jest to jego pierwsza powieść, napisana w narracji trzecioosobowej, gdzie nie ma „ja”, jako podmiotu orzekającego. W trakcie spotkań autorskich nie jest pewien, czy dobrze radzi sobie w tej konwencji. Może to jednak tylko pozorowana skromność? Radzi sobie bowiem znakomicie i imponuje wiedzą. Trochę mnie tylko zdziwiła maniera narracyjna, w postaci zastosowania czasu teraźniejszego. Ale tak jest na pewno oryginalniej. Mam chyba uprzedzenia, bo na początku lat dziewięćdziesiątych niejaki Jerzy Cepik, napisał w takiej narracji powieść: - „Torquemada” i mistrzowsko zmarnował temat.
Już jako młodzian uwielbiałem przenosić się przy pomocy literatury, do innych, niebotycznie odległych i abstrakcyjnie niedostępnych światów. Pomocni byli tutaj panowie: - Juliusz Verne, Karol May, Stanisław Lem czy nawet Arkady Fiedler. I powieść Gołębiewskiego jest właśnie taka. Porywa czytelnika i przenosi w zupełnie inny świat, w nowy wymiar. Czyta to się z zapartym tchem i wbrew obawom autora, trudno się zmęczyć. A i o identyfikację, o utożsamienie z bohaterskimi obrońcami łatwo. Jak zawsze w przypadku tego autora, akcja toczy się wartko, nie ma dłużyzn, brak pustych ozdobników prozy. Historyczne realia? Wiedza Gołębiewskiego jest przekonująca. Zapewne wiele tu fikcji, a znawcy tematu chętnie doszukaliby się przegięć, ale pisarz profilaktycznie gra im na nosie. Ożywiając azteckie bóstwa i mity, wkracza chwilami do krainy fantasy; miesza okrutną rzeczywistość z baśnią. I tutaj od razu wiadomo, że czytamy dzieło literackie, które ktoś sobie wyobraził… Nie ulega jednak wątpliwości, że bardzo rzetelnie się do owych wyobrażeń przygotował.
Łukasz Gołębiewski nigdy nie ukrywał fascynacji Meksykiem. On kochał i kocha tamto miejsce i kulturę. Tytułowy „Krzyk Kwezala” jest w zasadzie rozpaczliwym krzykiem samego autora. Bolesnym protestem przeciwko barbarzyńskiej zagładzie wspaniałej cywilizacji.
Autor:

Dzięki Piotrze! Sam mam wciąż wiele obaw jak ta książka zostanie przyjęta... jest tak bardzo inna od wcześniejszych.

Wtorek, 24 Stycznia, 2012
Xenna
Lek
Zapadła głęboko w pamięć. Dzięki Disorderze.
Wtorek, 20 Grudnia, 2011
Xenna
Pająk
‎"Xenna" padła w pociągu do domu... To teraz trzeba pisać do Dzidka o następne książki :) Muszę stwierdzić, że jednak znalazłem w niej coś o Tobie, o sobie, o mojej posranej sytuacji życiowej... Jakoś się tak składa, że życiorysy czasem się splatają...
Poniedziałek, 12 Grudnia, 2011
zaproszenie
stroszek
Paweł “Konjo” Konnak (poeta, performer, pisarz), Krzysztof Grabowski (współzałożyciel, perkusista, autor tekstów zespołu Dezerter) oraz Narodowe Centrum Kultury zapraszają na cykl spotkań “Punk rock books”. “Konjo” jest autorem wydanej właśnie alter biografii \\\"Gangrena-mój punk rock song\\\", a Grabowski wydanej rok temu “Dezerter- poroniona generacja?”. Artyści opowiedzą o swoich dziełach oraz o czasach, które zainspirowały ich do podjęcia działań artystycznych. Nie przypadkowa jest również data pierwszego ze spotkań. 13 grudnia - dzień ogłoszenia stanu wojennego, miał duży wpływ na podejmowane tematy zarówno w twórczości Dezertera, jak i w młodzieńczych ujawnieniach Konja. Zarówno dzieło Konnaka, jak i Grabowskiego to intensywne wypełnianie białych plam w naszej najnowszej historii. Jak napisał we wstępie do \\\"Gangreny\\\" perkusista grupy Dezerter - \\\"Doczekali się swojej opowieści rycerze spod Grunwaldu i Warszawscy Powstańcy. Pora teraz na opowieść podziemnych artystów, punkowców i szalonych rebeliantów\\\". 13.XII.2011 - Gdańsk, studio Radia Gdańsk, ul. Uphagena, godz.19 14.XII.2011- Sopot, klub SPATiF, ul. Boh. Monte Cassino, godz. 21 16.XII. 2011 - Warszawa, Dom Spotkań z Historią, ul. Karowa, godz. 20.30 17.XII.2011 - Kraków, klub Imbir, ul. Św. Tomasza, godz. 17 Gorąco zapraszamy, wstęp wolny.
Zobacz wszystkie Dodaj własny komentarz
alkohole antologie Bandyci Rodriguez Bomba w windzie Crass cytaty Disorder i ja film futbol Jarocin Jirafa Roja koncerty konkurs Krzyk kwezala kultura cyfrowa literatura Meksyk Melanże z Żyletką nauka Neurokultura No Future Book obserwacje opowiadania podróże pożegnania postawy punk recenzje rynek książki Spotkania autorskie statystyki Szerokopasmowa kultura We śnie wiersze Włochaty wywiady Xenna YouTube Złam prawo
patroni
medialni:
 
 
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
  © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2