| Strona Łukasza Gołębiewskiego |
|
|
Witam Was na mojej stronie, którą redaguję wspólnie z Wami - moimi czytelnikami. Strona powstała w styczniu 2007 roku i początkowo wyłącznie poświęcona była powieści "Xenna moja miłość". Od tamtej pory odwiedziło ją ponad 200 tys. osób! Nigdy nie spodziewałem się takiego zainteresowania, dziękuję Wam za to.
W dziale komentarze staram się na bieżąco pisać o tym, co mnie obchodzi. W galeriach znajdziecie moje fotki, w tym możliwie pełną dokumentację spotkań autorskich. Są tu też recenzje, wywiady oraz rozmaite aktualności - zarówno te od wydawcy - o moich książkach, jak i wszelkie inne, także te, które sami nadsyłacie.
Pozostańcie w buncie!
Do zobaczenia na koncertach i spotkaniach autorskich. |
Piątek, 3 Lipca, 2009
Ponad 10 tys. odwiedzających w czerwcu |
|
wydawca
|
W czerwcu strony internetowe "Xenny" i "Melanży z Żyletką" odwiedziło 10.216 osób. Od uruchomienia strony, czyli od 20 stycznia 2007 roku, odnotowaliśmy już ok. 329 tys. odwiedzin. Średnio dziennie strony poświęcone książkom Łukasza Gołębiewskiego odwiedzało w czerwcu 457 osób. W ostatnim miesiącu notowaliśmy blisko 195 tysięcy wywołań na stronach, a od uruchomienia witryny "Xenny" już ok. 3,8 mln wywołań. Dziękujemy za komentarze, zarówno te pozostawiane na stronie, jak i wysyłane bezpośrednio do autora lub wydawcy. Dziękujemy też wszystkim osobom, które pozostawiają na swoich prywatnych stronach linki do "Xenny". Jeśli wyślecie na adres autor@xenna.com.pl informację o linku na swojej stronie, dodamy do niej linka na tych stronach. Więcej... |
Piątek, 3 Lipca, 2009
Warhead 2009 w Ustce |
|
nadesłane
|
Warhead 2009 - II edycja Festiwalu Sztuki Alternatywney i Niezależney, Ustka - 11 lipca. Zagrają: Deadline, Zero, Abrasive Wheels, Nasty Habits, The Sandals, Bulbulators, Werwolf 77, Demob, Parafraza, The Damrockers, Kitty In A Casket, The Disorient, st. city surfers, Geldshit oraz Tife-Tife. Wjazd 35 zł.
|
Wtorek, 23 Czerwca, 2009
Ferment w Nowym Targu |
|
nadesłane
|
Towarzystwo Kultury Aktywnej „Ferment” zaprasza na dwudniowy festiwal z okazji 20-lecia sceny HC/punk w Nowym Targu w dniach 26-27 czerwca. Na Ferment Feście wystąpią zespoły z Nowego Targu działające przez ostatnich 20 lat (te reaktywowane specjalnie na tę okazję i te działające obecnie) oraz zespoły z Polski i z zagranicy, które miały okazję grać w Nowym Targu. Więcej... |
Wtorek, 16 Czerwca, 2009
DIY Fest w Gdyni |
|
nadesłane
|
| Zapraszamy do Gdyni na piątą już edycję DIY Hardcore Punk Festu. Jak zwykle trwać będzie dwa dni, podczas których zobaczyć będzie można kilkanaście zespołów z Polski i zagranicy. W tym roku w ramach imprezy odbędzie się także pierwsza edycja DIY Film Festu. Więcej... |
Wtorek, 9 Czerwca, 2009
„Techsty” znów o „Szerokopasmowej kulturze” |
|
wydawca
|
Magazyn Techsty przynosi kolejną recenzję „E-Książka/Book. Szerokopasmowa kultura”, tym razem pióra Doroty Sikory. Aby zrozumieć, o czym pisze Gołębiewski, należy uświadomić sobie, że książka – jako taka – ma dwa oblicza. Z jednej strony symboliczny, odwołujący się do archetypu księgi, mający swój wymiar aksjologiczny, związany z instancją Autora (pisanego dużą literą) dodatkowe znaczenia. Z drugiej strony książka to produkt. Przedmiot posiadający swoją cenę wynikającą z praw autorskich, kosztów jego wytworzenia i dystrybucji. Gołębiewski, w sposób obrazoburczy dla tych, którzy swoją uwagę skupiają na symbolicznym wymiarze książki, przedstawia twarde prawa współczesnego rynku. Wskazuje na teorie „długiego ogona” Chrisa Andersona, przedstawia wnikliwą analizę SWOT. Formułowane wnioski, wynikające z dogłębnej analizy, są przekonujące, co więcej, są oczywiste - pisze Dorota Sikora. Zapraszamy do lektury całości recenzji. |
|
|
|
Czwartek, 15 Listopada, 2007 Masłoń o "Melanżach z Żyletką" |
|
Krzysztof Masłoń
|
Na haśle „Sex, drugs & rock’n’roll” nie jeden już zrobił karierę. Autor precyzuje: nie rock, lecz punk rock. „Xenna”, poprzednia powieść Łukasza Gołębiewskiego, wprawdzie wyuzdana i obsceniczna, była ledwie pisarskim ćwiczeniem przed rzutem na naprawdę głęboką wodę, który teraz, po „Melanżach” autor ma już za sobą. Postanowił on sprawdzić wytrzymałość czytelników, czy będą w stanie przełknąć historię związku znanego z „Xenny” bohatera z nastoletnią dziewczyną – sfinalizowaną horrorem opowieść, którą w równym stopniu kształtuje literatura, co alkohol, narkotyki i punk rock. Po książkę tę nie powinni sięgać ci, którzy mają jeszcze opory przed literacką pornografią, jak również osoby, którym wydaje się, że życie to coś więcej niż zabawa do upadłego, i że nie da się na okrągło chlać, ćpać, uprawiać seks, a z intelektualnych rozrywek preferować grę w lotki i oglądanie meczów futbolowych. Bez obaw, da się. „Melanże z Żyletką” to oczywiście opowieść o miłości. Perwersyjnej, ale miłości. Jakby się uprzeć, jest to nawet rzecz o dążeniu do miłości idealnej. Dążeniu, rzecz jasna, niespełnionym. Bo też i ten romans (ha, ha...) młodziutkiej dziewczyny z 15 lat starszym od niej partnerem skazany jest na klęskę, a podtrzymuje go jedynie, czy mówiąc wprost, podlewa – alkohol. W gruncie rzeczy powinienem Łukaszowi Gołębiewskiemu poradzić, by zaczął się leczyć, bo niewątpliwie powinien. Ale dalej rozmowa nasza potoczyłaby się jak jeden z licznych dialogów w jego ostrej jak brzytwa (żyletka?) powieści. Odpowiedziałby mi: – Już to robiłem. – I? – zamieniłbym się w znak zapytania. – Psychiatrzy to idioci – zakończyłby tę wymianę zdań. Podoba mi się lakoniczność autora „Melanży”. Po co mówić za dużo.
|
Wtorek, 9 Stycznia, 2007 Horwath o Xennie |
|
Witold Horwath
|
Największym atutem Xenny jest wiarygodność opisu, uzyskana przez użycie prostego, kolokwialnego, a niekiedy wręcz slangowego języka. Gdy czytałem, wydawało mi się, że po prostu jestem wśród tych ludzi, że razem z nimi odurzam się wódką, prochami i punk-rockiem. Nie jest to jednak zabawa w młodzieżowy, subkulturowy folklor w stylu Masłowskiej. Powiedziałbym raczej, że to polski Charles Bukowski.
Witold Horwath jest jednym z najciekawszych współczesnych pisarzy, autor m.in. "Seansu", "Ultra Montany" i "Ptakona" (niedawno ukazało się wznowienie), scenarzysta - napisał m.in. scenariusz do filmu "Ekstradycja". Więcej na temat jego pisarstwa można znaleźć na stronie www.witoldhorwath.pl. |
Piątek, 6 Lutego, 2009
Recenzja powieści "Disorder i ja" |
|
Ewa Tenderenda
|
| W "Magazynie Literackim KSIĄŻKI" ukazała się recenzja Ewy Tenderendy z powieści "Disorder i ja". Autorka pisze m,.in.: "Naiwny happy end u tego autora nie wchodzi w grę. Jest za to samotność, alienacja, desperacja. Bohater pełen jest wewnętrznych sprzeczności i niezmiernie trudno prognozować, czy wyjdzie mu coś dobrego. Książka mocna, męska, budzi emocje, frustruje, a opisana codzienność przeraża". Całość poniżej. Więcej... |
Wtorek, 13 Lutego, 2007
recenzja z "Newsweeka" |
|
Joanna Ruszczyk
|
| W "Newsweeku" z 18.02 ukazała się recenzja "Xenny" autorstwa Joanny Ruszczyk pt. "Seks, punk i Meksyk". Całość urzeka - brakiem pruderii, prostotą, ulicznym językiem i tempem akcji, które wyznacza kolejny seks - pisze recenzentka największego polskiego tygodnika opinii. Więcej... |
Piątek, 9 Lutego, 2007
recenzja z "Rzeczpospolitej" |
|
Krzysztof Masłoń
|
Artykuł Krzysztofa Masłonia, czołowego polskiego krytyka literackiego, pt. "Dziwnie kochana dziewczyna z koncertu Deutera - postpunkowy Gołębiewski" ukazał sie w "Rzeczpospolitej" nr 33 z dn. 8.02.2007. Więcej... |
|
|
Czwartek, 2 Lipca,
2009
odpowiedź |
Mores |
Przepraszam, wiem, że nie jest to miejsce do dyskusji lecz jedynie do wyrażenia opinii co do twórczości autora, ale nie mogę się powstrzymać od ustosunkowania się do odpowiedzi autora tym bardziej, że poświęcił mi tyle czasu i miejsca.
Bazar Różyckiego to relikt przeszłości,miałem na myśli lata 80/90. Teraz to już ciężko to nazwać bazarem,bez babci od obiadów, cinkciarzy, cwaniaków, złodziei i straganów wypełnionych zachodnim "dobrem" (lewa strona Wisły zaopatrywała się na Polnej a reszta świata na Różyku). Co do dzielnic to w tamtym czasie cała Warszawa należała do nas... a w szczególności (poza własną pragą oczywiście) Żoliborz, Śródmieście, Mokotów, Bródno, Wola, kawałek Ochoty, zajebiste Powiśle itd. no i peryferia, ale z racji położenia bardziej w stronę Wołomina niż Pruszkowa.
Pewex na dzielnicy nazywało się kolokwialnie Pekiem i istniały one przynajmniej do połowy lat 90, z tym, że już nie trzeba było posiadać dewiz ani bonów NBP. Co do cen i asortymentu to już głowy nie dam, gdyż głowa zawsze była zamulona, ale jedno co pamiętam to zachodnie papierosy (pięknie aromatyzowane np.Lexington) i jak nam się wtedy wydawało wina dobrych marek. Wódkę to pamiętam Żytnią i Wyborową a później exportowy hit Polonaise.
Przepraszam raz jeszcze że pozwoliłem sobie na tą dygresję ale jak już poprzednio wspomniałem, po tak wspaniałej lekturze ogarnia mnie sentyment do tamtych czasów... tak pięknych... i beztroskich...
Pozdrawiam gorąco
Mores
P.S. Panie Łukaszu kiedy następna powieść, ponieważ pomimo upływu lat człowiek tkwi jedną nogą w praskim świecie, gdzie panowały (mores) zasady, ład i porządek w hierarchi. Po przeczytaniu wszystkich tytułów wziąłem się za Włochatego, no ale z racji gatunku to nie to. Niestety Tyrmand ani Grzesiuk nic już nie napiszą więc można liczyć tylko na Łukasza Gołębiewskiego "Disordera",że napisze jeszcze coś z przełomu lat 80/90 dla mojego pokolenia, ku chwale wszystkim buntownikom przemian komunistyczno-demokratycznym, żulom, żulikom i zwykłym pijaczkom tamtych czasów, bez otępiającej i ogłupiającej wszechobecnej elektroniki.
Dziękuję. |
| Autor: |
No ładnie, ku chwale żulikom :) Ale, ale masz przecież Marka Nowakowskiego, nikt lepiej od niego nie opisuje ginącej łobuzerskiej Warszawy... Nowa powieść pt. "Złam prawo" będzie w styczniu 2010. Akcja rozgrywa się w latach 80. na Żoliborzu, a potem już współczesność, też w Warszawie, kończy się na Ząbkowskiej :) Najmniej "warszawska" była "Xenna" ale głównie dlatego, że unikałem łatwych do identyfikacji lokalizacji, no i wplotłem wątki podróży. |
Czwartek, 2 Lipca,
2009
Xenna, Żyleta, Disorder i ja... to ja |
Mores |
Ach co to za gość... Szczerze Wam powiem iż nie sądzę aby Pan Łukasz miał taką wyobraźnię aby stworzyć taką trylogię... niczym nieodżałowany Stanisław Lem. Powiem Wam jedno, na lekturę trafiłem przypadkowo ale po przekartkowaniu stwierdziłem że to jest to (wychowany na pradze i lekturze Tyrmanda i Grzesiuka) zatraciłem się w lekturze i mogę śmiało stwierdzić z ręką na sercu iż 80% sytuacji opisywanych przez Pana Gołębiewskiego przeżyłem na własnej skórze, więc śmiem twierdzić iż nie jest to do końca fikcja literacka, a powiem więcej czytając opisy, miejsca i sytuacje utożsamiam się z nimi i oczami wyobraźni rozglądam się po sali wypatrując Disordera przy barze z kuflem piwa lub szklaneczką whisky (złotej tekili) czuję się o 20 lat młodziej, jakbym przeżywał deja wu. Wybaczcie bezład myśli i wypowiedzi lecz ciężko zebrać myśli po nastym browarze, które jest obowiązkowe (w moim przypadku) do tej lektury.
Konkluzja:
Troszkę mi brakuje tylko podań z Mokotowa (górnego i dolnego) oraz szwindli bazarowych (Bazar Różyckiego). Gdzie się jadało obiady od babci (flaki, pyzy gorące, flaszka, alpażka, browarek), brak trochę wątków kryminalnych no i nie ma mowy o Pewex-ie gdzie się robiło zakupy po udanym sztosie.
Reasumując:
Pan Łukasz Gołębiewski jest człowiekiem znającym zajebiście życie albo jest ponadczasowym geniuszem.
Gorąco polecam lekturę...
Pozdrawiam
Mores |
| Autor: |
Dziękuję, zajebiście przyjemne to, co piszesz. Geniuszem nie jestem, ale szwędam się tu i ówdzie i podglądam :) Bazar Różyckiego... byłeś tam ostatnimi czasy? Bo tego starego klimatu dawno nie ma, nawet w trzy karty już nikt nie gra, sprzedają garnitury i suknie ślubne, czasem ktoś zaczepi oferując kradziony zegarek lub podróbkę rolexa. Mokotów znam słabo, to i nie mogę o nim pisać, moje klimaty to Żoliborz-Śródmieście-Praga. Mokotów, na którym mieszka mój dziadek, i na którym sam przez krótki czas mieszkałem, zawsze wydawał mi się dzielnicą zbyt snobistyczną aby się tam zapuszczać. A masz rację, że wiele z tego, o czym piszę, przeżyłem na własnej skórze. O Peweksie nie piszę, bo opisuję lata 90., kiedy Peweksy utraciły swoją magię luksusu importowanych papierosów, dżinsów itp. Ja do Peweksu chadzałem głównie po wódkę pszeniczną, była po 75 centów (wiem, nie do wiary!) płaconych w bonach NBP (taki polski ekwiwalent dolara, na czarnym rynku tańsze niż prawdziwe dolary). Ta pszeniczna była ohydna, ale tańsza niż wódka w zwykłym monopolowym. |
witam,
hmm jakby tu zacząć... Chyba nigdy nie byłam zbyt dobra ani w pisaniu, ani w określaniu przeżywanych przeze mnie emocji. Więc może krótko i zwięźle... Z tego miejsca chciałabym Panu Łukaszowi podziękować za "Xennę", za możliwość urozmaicenia literatury podmiotu w prezentacji maturalnej. Bo to też "Xennie" zawdzięczam zdaną ustną maturę :)
pozdrawiam,
chodnikowa |
| Autor: |
No proszę! Nigdy bym się nie spodziewał, że taka historia może być wykorzystana na mauturze :) Powodzenia i czekam na pracę magisterską o Xennie :) |
Poniedziałek, 1 Czerwca,
2009
W Tym Dniu tak uroczystym..... |
Anna |
| Szampańskiej zabawy na Karuzeli Zycia, wszystkim Dorosłym i Nieletnim Dzieciom Zyczę:) |
Środa, 8 Kwietnia,
2009
Literatura autodestrukcji czyli "Disorder i ja" |
Anka Czyrska |
Bajki o alkoholizmie są nam znane; różne stereotypy picia, jak rodzi się stan bycia alkoholikiem.
Wszystko mamy jednak z naukowego punktu widzenia, który często do nas nie przemawia.
Wolimy praktykę. Tymczasem Gołębiewski potrafi zespolić ze sobą świat filozofii i alkoholu.
Jesteśmy wraz z nim w tej krainie, powieść działa jak narkotyk, "przepiłam ją" w ciągu dwóch dni
i bardzo, bardzo szkoda. To ostatnia część trylogii.
Tym razem nie ma konkretnej bohaterki, w którą bohater jest uwikłany.
Jest uwikłany w siebie. Na początku nawiązuje
nawet do Charlesa Bukowskiego i myślę,że
jest bardzo zblizony do tej postaci.
Kobiety w życiu głownego bohatera bywają obiektami krótkotrwałych fascynacji,
jedna bohaterka nawet umiera. Ma też nieszczęśliwe fascynacje. Pozornie realny świat pokazuje nam jak daleko
możemy upaść, jest to pewien rodzaj literatury autodestrukcji. To najbardziej przyciąga, przyciąga też historia
- lata 90., Polska, o której warto przeczytać. Inny punkt widzenia, autodestrukcja, która prowadzi także przez poezję.
Gołębiewski nawiązuje nawet do spotkania z poetą Jackiem Podsiadło. Mamy więc totalny zarys, podsumowanie, specyficzną ironię wobec przeszłości, wpływ Bukowskiego a może samego autora. No bo po co porównywać twórców? |
|
|
| |
|